Empheris – “The Return of Derelict Gods”(2019)

Jedenaście lat zajęło warszawiakom z Empheris nagranie trzeciego albumu. Długi okres oczekiwania na następcę wydanego w 2008 roku Regain Heaven fanom formacji umilały wprawdzie różnorakie EPki i splity, jednak danie główne w postaci The Return of Derelict Gods ukazało się dopiero w kwietniu bieżącego roku. Tak rozległa przerwa to naprawdę długo, a jako że z pomniejszymi wydawnictwami kapeli nie miałem okazji się zapoznać, ciekawiło mnie, czy przez te jedenaście lat naznaczony thrash metalowym wpływem black grany przez Empheris nie stracił nic ze swojego pazura.

Moja przygoda z tym krążkiem zaczęła się dość nietypowo, bo od… wypatrzenia zjedzonej literki w tytule krążka na okładce. Nie wiem czy jest to kwestia wszystkich, czy tylko mojego egzemplarza, ale sami wiecie – niby mam do czyeninia z drobnostką nie mającą większego wpływu na odbiór krążka, jednak trochę szkoda tego błędu, gdyż wśród profesjonalistów raczej nie powinien on się zdarzyć. Na szczęście zespół dosyć szybko sprawił, że o brakującym „t” całkowicie zapomniałem.

Otóż nie, Empheris nie stracił nic ze swojej brutalności. Wręcz przeciwnie, zespół na żadnym ze swoich poprzednich longplayów nie brzmiał tak ostro i soczyście. Tutaj nie marnuje się czasu – po kilkunastosekundowym wstępie do The Beginning kwintet zaczyna ostrą jazdę naznaczoną wpływem klasyków gatunku ze szczególnym wskazaniem na nieśmiertelne Bathory. Od wydawnictw z lat 80. i 90. ubiegłego wieku nowy krążek warszawiaków odróżnia właściwie tylko brzmienie – mięsiste, dopracowane i nowoczesne pełną gębą. Muzycznie mamy do czynienia z totalnym oldschoolem, który zadowoli fanów klasycznego blacku. Thrashowe wpływy więc są, ale jest ich względnie niewiele (głównie słyszalne w znakomitych Testimony of Frozen Soul oraz In The Name of Unholy Spirit), nie zabraknie czegoś wyróżniającego się wolniejszym tempem (Black Mirror), kapela potrafi również nagrać coś klimatycznego (Necromantic), jednak przez większość czasu uszy słuchacza atakuje blackowa młócka spod znaku blastów oraz riffów wpisanych w podręcznik każdego blackmetalowca. Z tych dziesięciu utworów na szczególne uznanie zasługują moim zdaniem dwa – Palladium in Fire oraz przewspaniały, wariacko szybki Torn By Aeons. To właściwie Empheris w pigułce – tylko po co serwować sobie skróconą wersję czegoś, co jest tak dobre jak ten krążek?

Bo The Return of Derelict Gods jest dobry, a nawet bardzo. Chociaż na upartego można by zarzucić zespołowi brak oryginalności oraz odtwórczość, to nie ma po co tego robić, kiedy całość jest tak solidnie wykonana. Zresztą chyba nikt nie oczekuje od Empheris wyznaczania nowych standardów w black metalu. Panowie po jedenastoletniej przerwie dostarczyli nam znakomity kawał klasycznego, czarnego łojenia, krążek, do którego chce się wracać raz po raz – i chwała im za to!

 

Ocena: 8.5/10

Empheris na Facebooku

 

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .