Epica – “The Holographic Principle” (2016)

Okres zafascynowania zespołami, w których to panie w długich gotyckich sukniach wyśpiewują smutne melodie mam już za sobą. I chociaż Epica nigdy do tych typowo melancholijnych zespołów się nie zaliczała, to jednak z ogromnym natężeniem ich muzyka towarzyszyła mi właśnie w tamtym gimnazjalno-licealnym czasie. Później po Requiem For The Indifferent, które nie wywarło na mnie szczególnego wrażenia, moje drogi z twórczością zespołu na pewien czas się rozeszły. Dopiero w tym roku włączyłam The Quantum Enigma i cała fala wspomnień oraz podziwu znów powróciła. Dlatego też dość niecierpliwie wyczekiwałam najnowszych dokonań Holendrów, które swoją premierę miały 30. września i zostały wydane pod tytułem The Holographic Principle pod szyldem Nuclear Blast.

Poprzednim albumem zespół wysoko zawiesił sobie poprzeczkę i razem z najnowszym wydawnictwem sprostał postawionemu wyzwaniu, w nieco innym, ale nadal dobrym stylu. W trakcie dwunastu kompozycji słuchacz prowadzony jest przez bogate symfoniczne ścieżki z solidnym i żywym metalowym instrumentarium. Zdecydowanie na plus dla całości wyszła rejestracja chociażby instrumentów dętych oraz akustycznych instrumentów perkusyjnych. Wyraźnie słychać tę zmianę. Ogromną rolę w budowaniu klimatu odgrywają również chóry. Tym razem stanowią jeszcze bardziej integralną część prezentowanej muzyki. Universal Death Squad, Beyond the Matrix, czy Once Upon a Nightmare – to w tych utworach partie chóralne zrobiły na mnie największe wrażenie. Trzy odmienne od siebie utwory i trzy odmienne role chóru, a z każdą poradził sobie bez zarzutu.

To, co mnie zaskoczyło, to brzmienie The Edge of Blade. Co prawda po otwierającej kompozycji Eidola (swoją drogą to chyba najlepsze intro jakie Epica stworzyła jak dotąd), opartej wyłącznie na symfonicznym instrumentarium oraz chórze i delikatnym śpiewie dziecka, spodziewałabym się utworu z równie podniosłym początkiem. Tymczasem zespół postawił na swój drugi singiel, który szczerze mówiąc, kompletnie mi nie podpasował przed premierą albumu, ale w ciągu całego materiału nie brzmi już tak naiwnie. Również w udany sposób przełamuje majestatyczność pierwszego numeru. Nadal jednak twierdzę, że najmocniejszym punktem The Edge of Blade jest fragment z wyeksponowanym growlingiem Marka Jansena. Z kolei Universal Death Squad, który tak niesamowicie mnie zachwycił na początku, teraz gdzieś stracił swój pierwotny blask wśród innych, przykuwających uwagę kawałków.

Odmiennie do poprzednich albumów tutaj moim faworytem jest balladowy Once Upon a Nightmare. Delikatny wstęp z udziałem skrzypiec przenosi nas w żywszy motyw jakby wyjęty z filmu fantasy, aby znów zwolnić i doprowadzić słuchacza do anielskiego, subtelnego głosu Simone Simons. Budowa i różnorodność motywów oraz wokale robią ogromne wrażenie. Nic, tylko zanurzyć się w poszczególne dźwięki. Na uwagę zasługuje też zdecydowanie nieco tajemniczy początek Ascension – Dream State Armageddon, który przeradza się w monumentalne riffy okraszone growlem Marka. I zupełnie odmienny od pozostałych Dancing in a Hurricane, sięgający po orientalno-egzotyczne elementy. Takie posunięcia zresztą Epica ma już na swoim koncie (Fools of Damnation – The Embrace That Smothers ~ Part IX na The Divine Conspiracy). Tutaj brzmi to zdecydowanie bardziej świadomie i dojrzale. Poza tym na pochwałę zasługuje płynne, ale też intrygujące, symfoniczne przejście do bardzo dynamicznej części utworu.

Nie będę ukrywać, że zawsze z pełnym zaangażowaniem pochłaniałam kolejne nuty utworów wieńczących albumy formacji. Uważam je za jedne z najlepszych i za swoiste podsumowanie całego zawartego materiału. To chyba pierwszy raz, kiedy finał płyty nie zaabsorbował mojej uwagi w tak dużym stopniu jak zazwyczaj miało to miejsce. Owszem, jest złożony z bardzo udanych elementów, jednak w efekcie końcowym zabrakło mi tego dreszczyku emocji. Być może to wina powtarzalności motywów.

Kolejny raz Epica udowadnia, że pozostaje niemalże niedościgniona w swoim gatunku, a do tego nie ma zamiaru poddawać się trendom i uciekać w syntetyczne popowe melodie. Niemniej zespół nie stoi w miejscu i chociaż jest cały czas bardzo wierny swoim metalowym fundamentom, szuka w jego obrębie nowych środków wyrazu. Nie wspominając już o potężnym i dopracowanym symfonicznym zapleczu. The Holographic Principle słucha się z takim zainteresowaniem jak The Quantum Enigma.

Ocena: 8,5/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , , .