Epoch – “Sacrosanct” (2017)

Jest sobie taki mały belgijski zespół. Nazywa się Epoch i ma na koncie tylko jedną płytę. W życiu o nim nie słyszałem, najprawdopodobniej też nie jestem w tym jedyny. Nie mają kontraktu z żadną wytwórnią, nie słyszałem żeby gdzieś grali na żywo, albo żeby ktoś o nich mówił. Normalnie w życiu bym po Sacrosanct nie sięgnął, ale, jako że jakiś czas temu dostałem promkę od Lavadome Productions, trzeba było się zapoznać.

Wydawnictwo to potwierdza tylko, że wszystko spod skrzydeł Czechów można brać w ciemno. Sacrosanct ma osiem numerów na niecałe czterdzieści minut, a oryginalnie został wydany w małym nakładzie trzy lata temu przez sam zespół. Muzyka serwowana przez Epoch to mikstura black i death metalu, choć samo takie suche stwierdzenie nie oddaje całej prawdy.

Belgowie zaskakują oryginalnością, pomysłami i talentem. W bardzo świeży sposób miksują praktycznie każdy podtyp death metalu okraszając dużą ilością zróżnicowanej czerniny, tworząc płytę wyjątkową i diablo zróżnicowaną. Lubią także często-gęsto zmieniać i modyfikować riffy, jakimś cudem sprawiając że wszystkie do siebie pasują. Sacrosanct jest również miksem lodowatej atmosfery i gorącej pasji, i to prawdopodobnie dlatego poszczególne elementy tak dobrze się łączą. Tu trochę progresji, tam brutalne ciosy, siam zgniatający walec. Niekiedy atmosfera, kiedy indziej czarne dysonanse i chaos. W jednym momencie duszący, siarkowy klimat, w następnym nieco marszowych części i melodii. Epoch zaserwował muzyczny odpowiednik alkoholowego kociołka, który równie dobrze wchodzi i równie skutecznie sprowadza do parteru.

W całym tym szaleństwie udało się jednak zachować umiar. To znaczy, nie jest to płyta wymagająca pełnego odsłuchu, nie ma problemów z słuchaniem poszczególnych utworów. A że są tak bardzo różne, każdy pewnie znajdzie swój ulubiony. Przykładowo, mi najbardziej siedzi Altered States z opętaną końcówką i chaotycznymi melodiami. Chociaż może faworytem powinien być Nine z całkiem przebojowym (domyślam się, jak źle to słowo brzmi w kontekście reszty, ale taki właśnie jest: przebojowy) refrenem? A może zróżnicowany Hangman Paradox, wypełniony technicznymi pomysłami i wolną zagładą? Bardzo ciężko będzie się zdecydować.

Tym bardziej warto się z Sacrosanct zaznajomić. Świeżość materiału, pomysłowość kompozycji i talent muzyków zawarte na tej płycie są po prostu niebagatelne i zasługują na uwagę i wszelkie pochwały. Z wielką ciekawością czekam na kolejne informacje od zespołu.

Epoch na Facebooku

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , , .