Ergotism – “Notre terre, nos aieux, notre fils et nos morts…” (2015)

Wielkimi krokami zbliża się rok 2017. Tym samym wszyscy redaktorzy strugają ołówki, prostują kartki papieru i spinają pośladki, żeby wymodzić jakieś elokwentne podsumowanie roku i wybrać swoich faworytów na płytę roku 2016.

Ja tymczasem pozwoliłem sobie sięgnąć do płyty, której recenzowanie w przyszłym roku byłoby już lekką przesadą, a w tym jeszcze od biedy można.  A to dlatego, że debiutancki album Ergotisma światło dzienne ujrzał (dzięki Pesttanz Klangschmiede) pod koniec roku ubiegłego. I szkoda byłoby ją przeoczyć.

Ten czterdziestominutowy album utrzymany jest w klimacie surowego i nieskomplikowanego acz melodyjnego black metalu. Dwa pierwsze utwory to nawet metal epicki, przeplatany odgłosami natury i klasycznym – jak na ten gatunek – wokalem.

W utworze trzecim klimat zmienia się diametralnie, i na resztę płyty lądujemy w klimatach znacznie bardziej surowych, brudnych i pierwotnych. Kawałki opierają się na melodyjnych partiach przesterowanych gitar, perkusji schowanej daleko w tyle utworu, i wokalu tak prostego i surowego, jak tylko można to sobie wyobrazić. Sporadycznie zdarzają się w tej części jeszcze wokale rodem z dwóch pierwszych kawałków i melodyka także od czasu do czasu ląduje w klimatach delikatniejszych, ale dopiero utwór przedostatni przynosi jakąś zmianę. La Danse de Morts z powrotem przenosi nas w nastroje bardziej „rycerskie”. Krążek kończy Leberare Agros Nostros, kawałek, który jest idealnym miksem obu klimatów na płycie. A wszystko to utrzymane w przyjemnym niespiesznym tempie.

Tak płyta prezentuje się w telegraficznym skrócie.

I kiedy pomyślałem, że tak przyjemny albumik mógłby z uwagi na niewielki rozgłos przejść bez echa, zrobiło mi się trochę przykro i postanowiłem go opisać. A Wy też rzućcie na niego uchem, bo choć dupy nie urywa, to jednak warto.

Ocena: 7/10

 

Tagi: , , , , , , , , .