Esotherisst “Voyage” (2015)

Długo się zabierałem do tej EP-ki. Szczerze się przyznam, mam wybitną słabość do grania klimatycznego. Ale wyłącznie tego z lat 90-tych. Potem te całe granie zostało zdominowane przez przedziwny miks metalu z gotykiem, gdzie pan krzyczał, a pani udawała, że jest po konserwatorium muzycznym. Do tego płaczliwe klawisze i spektrum upodlenia słuchacza gotowe. Nie, bym zapomniał- jeszcze tragiczne aranżacje, wsparte banalną pracą niemal każdego instrumentu.
Stąd tak ostrożnie podszedłem do nowej propozycji, do tej nowej kapelki, o którą zresztą sam Naczelnego poprosiłem. Potem tylko uprzejmości z naprawdę miłym człowiekiem z zespołu i na moim emailu ląduje trzy utworowe promo/ EP-kę Voyage
Teraz powiem skąd był ten przynudnawy wstęp do tej recki, bowiem tak pierwsze wrażenie, pierwszego kawałka Esotherisst mnie „zmroziło”. Co!? Ja mam to pozytywnie ocenić? Super. Koleś był miły, a ja muszę mu wysmażyć konkretny pocisk w nowy organizm muzyczny. I to taki bezlitosny… Potem – na szczęście- ten rozpoczynający promo In Winters Arms nabiera tempa i jest w miarę ok… Bowiem dla mnie te szybsze patenty są najmocniejsza stroną Esotherisst.
Na szczęście już drugi utwór – How to Fly– świetnie nadrabia kontrowersyjny początek, a moje wszelkie obawy znikają. Jest bowiem dynamicznie, by nie rzec dosadniej: metalowo. Taki Esotherisst chciałbym usłyszeć w pełnej formie. Jest oto frapujący klawisz, jest i sam zespół w konkretnej szybkości. Nieco mniej płaczliwości wokalu, bo on sam jest dobry. Przykuwa uwagę i nie drażni nawet tą początkową manierą. Początek drugiego utworu kojarzy mi się ze środkowym etapem Cemetery of Scream. W ogóle „krakowskim” klimatem czuć ten zespół. Ci, którzy śledzili losy CoS itp. bandów, wiedzą o co mi chodzi… Dodam do tego początki Atrophia Red Sun. Nim sięgnęli absolutu na Twisted Logic, grali w zupełnie innej „szufladzie” metalu.
A na finał dostajemy najlepszy utwór:  You have never, no tutaj jest kwintesencja całej kapeli. Zatem plumkające gitary, pasaże gitarowe, wsparte mocniejszymi zagraniami. I to wszystko okraszone fajnym aranżem. Fajnie.
Kiedyś – specjalnie zostawiłem sobie to na finał: była taka kapelka Cold Passion, pamiętacie ich? Wydali szmat czasu temu debiut w Mystic. Wiele nie osiągnęli, ale do dziś chętnie sięgam po ich CD. I tam są właśnie pewne patenty, które mi się czasem kołaczą w związku z tym bandem. I gdy tak fajnie się rozwija trzeci twór, wiem, że jest naprawdę dobrze. Sporo czasu poświęciłem na Waszą EP-kę Voyage, ponad 30 razy je słuchając, wiele ono zyskuje przy dogłębnym osłuchaniu, są smaczki, są pomysły. Jest dobrze, nawet bardzo!
Życzę Wam chłopaki jak najlepiej. Jeżeli macie w ogóle zamiar słuchać kogoś, kto umie tylko zaśpiewać pod wpływem płynów chłodzących, to patenty z połowy drugiego kawałka, czy inne, które dynamizują Waszą twórczość, MUSZĄ się szerzej znaleźć na płycie znacznie większej ilości. Macie fajną wizję kapeli. Obecnie, gdy niemal każda nowa kapela to horda z okolic death/black-owej półki, takie granie jest unikatem. Tym bardziej warto próbować. Tylko zaklinam, nie idźcie w rejony zastrzeżone dla Riverside. Niech oni tam uderzają w emocjonalne tony, Wam pisane jest nieco większe walnięcie. I półka metal. Ja czekam na obiecany krążek!
I na finał- przekornie- parę słów od kapeli:
Cześć nazywamy się Esotherisst jesteśmy projektem grającym w składzie Adrian guitar (ex Cold Passion), Flumen synth (Asgaard), gościnnie Paweł Pasek guitar (Decapitated), Andrew bass (Thy Disease) Krzysztof Bigaj vocal. .Są to kawałki z nadchodzącego albumu.
I chyba nic z moich wypocin teraz nie dziwi…
Zresztą: sami się przekonajcie:

Ocena: 7/10

Tomasz

Tagi: , , , , , , , .