Eternal Khan – “Isolate, Dishearten and Kill”(2018)

25 minut zależnie od sytuacji to albo mnóstwo czasu, albo jedynie krótka chwila. Ubiegłoroczny mini album Eternal Khan zdołał mnie przez niecałe pół godziny swojego trwania nauczyć całkiem wiele o życiu oraz czasie. Przede wszystkim o szacunku dla czasu. Po ostatnich dźwiękach wieńczącego Isolate, Dishearten and Kill utworu Slaughtered Into Submission z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że właśnie zmarnotrawiłem dwadzieścia pięć minut swojego życia. A przecież mogłem szybko sprawdzić ten krążek zanim wyciągnąłem po niego ręce – wtedy zmarnowałbym może ze dwie minuty. Czas zmienić taktykę?

Nie mogę o tej EPce powiedzieć zbyt wiele dobrego, właściwie jedyną jej zaletą jest obecny przez moment całkiem fajny groove w Vercingetorix. Cała reszta jest przysłowiowym „męczeniem buły”. Partie instrumentalne są względnie poprawne, i nie licząc wspomnianego fragmentu wybijającego się przed szereg, jest nudno i nieciekawie, wszystko zagrane na jedno kopyto i niezapamiętywalne. Jest tu kilka riffów, jednak utwory najczęściej nie rozwijają ich pomysłów i finalnie można je podsumować ziewnięciem i ukradkowym spojrzeniem na zegarek. Całkowicie leży odpychający wokal, sprawiający wrażenie wymęczonego, ścieżki brzmią jakby były nagrywane podczas wycieńczającej walki z niezwykle bolesnym zatwardzeniem. Jestem na nie. Jako że Eternal Khan jest zespołem łączącym doom z blackiem (nie odwrotnie), to znaczna część krążka jest utrzymana w wolnym bądź średnim tempie. Podczas tych wolnych, nudnych utworów zespół dokonuje na słuchaczu brutalnego drenażu energii i pozostawia go w impasie – niby chce się to wyłączyć i o tym zapomnieć, ale jednak nie ma siły sięgnąć po pilota bądź myszkę.

Niezwykle proroczy jest więc tytuł EPki, Isolate, Dishearten and Kill, i muszę przyznać, że pod tym względem Amerykanie poradzili sobie naprawdę fenomenalnie. Już podczas otwierającego krążek Savage Tongues zostałem odizolowany (bo nikt inny nie chciał tego ze mną słuchać) i zniechęcony do dalszej części mini albumu, a następnie zabity wylewającą się z głośników nudą. Niestety nie sądzę, aby osiągnięcie tych celów w tak krótkim czasie świadczyło pozytywnie o tym, co przyszło mi recenzować.

Dlatego uczciwie i w dobrej wierze Was przestrzegam – nie bądźcie tacy jak ja i nie traćcie na tę płytę swojego czasu.

Ocena: 4/10

A tutaj możecie dołączyć do nielicznej rzeszy fanów Eternal Khan na Facebooku

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , .