Evil Nerfal – „Bellum Est Pater Omnium” 2018

Evil Nerfal to zespół black metalowy pochodzący z Kolumbii. Mimo że duet ten funkcjonuje już dwanaście lat, Bellum Est Pater Omnium wydany przez małą ukraińską wytwórnię GrimmDistribution to dopiero drugi album w ich dorobku.

Tytuł albumu oznacza ni mniej, ni więcej „wojna jest ojcem”. Płytę wypełnia dziesięć black metalowych utworów, nawiązujących w dużej mierze do twórczości takich grup jak Marduk czy Dark Funeral. Jednak nie sposób nie ulec wrażeniu, iż Panowie Brannagh Bagheker oraz Purzon Dominus mają znacznie szersze muzyczne horyzonty. Nie obca jest im na pewno muzyka klasyczna, gdzieniegdzie słychać echa death metalu, niektóre solówki zaś brzmią jakby były żywcem wyjęte z utworów jakiegoś oldschoolowego heavy metalowego bandu.

Gdy włączyłem płytę, poczułem lekki dysonans. Otóż słuchając otwierającej album miniaturki zatytułowanej Coriolan (Overture), poczułem się, jakbym nagle znalazł się w… filharmonii. To podniosłe, symfoniczne intro doskonale wprowadza w black metalową podróż. Następnie jednak musimy (ale tylko na pewien czas) zapomnieć o jakiejkolwiek podniosłości czy nawiązywaniu do kultury wysokiej. Po tym utworze następuje już black metalowa jazda w postaci utworu o tytule Fuck Off Jesus Christ. Jak widać chłopaki postawili na bezpośredniość w najbardziej dosadnej formule. Sam utwór jest pełen zmian tempa i melodyjnych solówek, które momentami kontrastują z ekstremalną formułą. Podobne konstrukcje mają kolejne kawałki, to jest In Endless Torment oraz Foedus Versus Deus (Against The Great Throne Of History). Następnie zostajemy zaatakowani nawałnicą blastów, która w pewnym momencie zwalnia w dość intrygujący sposób i przechodzi w bardziej melodyjną formę. Mowa tu o kawałku En Las Fauces En Domino (Taedium Daemoni). Mniej więcej w połowie utworu na moment robi się spokojnie, wręcz balladowo, po czym ponownie wracamy do blackowej nawałnicy. Wyjątkowy jest tu instrumentalny Satanic Madness Black Metal Unleashed, który wbrew temu, co może sugerować tytuł jest utworem pełnym zmian tempa, nawiązań do heavy metalu, a nawet… muzyki progresywnej. Na zakończenie ponownie dostajemy symfoniczną miniaturkę w postaci Egmont (Finale), która niczym klamra zamyka album.

Bellum Est Pater Omnium to album równy i co najważniejsze, mimo sięgania po dość szeroki wachlarz środków wyrazu – niezwykle spójny. Szczerze mówiąc, sam byłem trochę zaskoczony. Myślałem, że będzie to kolejna płyta do kilkukrotnego przesłuchania, napisania recenzji i odłożenia na półkę na wieczność. Jednak zawartość okazała się miłą niespodzianką i chyba jednak częściej będę wybierał krążek.

Ocena: 8,5/10

Tagi: , , , , , .