Evulse – “Call of the Void” (2019)

Dość często zdarza mi się narzekać (bądź też nawet niekiedy omijać) płyty ze względu na czas trwania. Ogromna ilość albumów jest dla mnie zbyt długa lub zbyt rozwleczona. A tu proszę, niespodzianka. Jedyną wadą Call of the Void jest zbyt krótki czas trwania płyty.

Jedni mówią, że to demo, inni, że EP-ka. Ja powiem, że debiut amerykańskiego Evulse, dopóki będzie z taką mocą wyrzucał mnie z butów, może określać się jak tylko chce. Cztery kawałki, dziesięć minut i tona gruzowatego, obrzydliwego death metalu miałaby sporą szansę w walce o tytuł debiutu roku, gdybym znalazł je wcześniej. Pierwsze wydanie bowiem ukazało się pod koniec ubiegłego roku, tu omawiam edycję przygotowaną na CD przez Godz ov War Productions.

Jeżeli logo i okładka płyty jakimś cudem nie wystarczyły ci do przygotowania się na serwowany przez zespół chaos, nie otrzymasz drugiej szansy. Od pierwszych sekund dostajesz porażający strzał na twarz. Powykręcane dźwięki w akompaniamencie nieludzkich ryków i dzikiej pracy perkusji w wykonaniu Evulse to jeden z najmocniejszych rodzajów ekstremy. Wyraźnie wpisują się w nurt tak zwanych “młodych klasyków death metalu”, przypominając swoim gruzowiskiem i natężeniem brutalności ekipy pokroju Phrenelith czy Triumvir Foul. Tu i ówdzie trafi się też mniej (Hideous Mound) lub bardziej (Call of the Void) smakujące w stylu Autopsy zwolnienie i melodyjność. Wprowadza to na płytę ciekawe urozmaicenie, chociaż, niejako przy okazji, podkreśla także krótki czas trwania krążka i wiążący się z nim niedosyt treści.

Cieszy mnie te granie niesamowicie i nie mogę się od niego oderwać na dłużej. Evulse zaczęło karierę z gwałtownością kinowej filozofii Hitchcocka. Bardzo mocno wierzę że utrzyma tendencję wzrostową. Mam również nadzieję że na ich kolejny materiał nie będziemy musieli długo czekać. W przeciwnym wypadku jest duża szansa, że zajeżdżę swoją kopię Call of the Void na śmierć.

Evulse na Facebooku

Ocena: 8/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .