Faith and the Muse – „Where the Land Meets the Sea” (2016)

Zaczyna się mocną, polifoniczną Elyrią. Tym utworem Faith and the Muse zaprosili słuchaczy do swego magicznego świata w 1994 roku. I to on otwiera drzwi na wydanym w marcu bieżącego roku albumie „the Best of”, zatytułowanym Where the Land Meets the Sea.

 

Zawiera on 30 piosenek wybranych przez muzyków zespołu – Monikę Richards i Williama Faitha. Jak wyjaśniają na dołączonej do płyty książeczce, wskazanie najlepszych utworów z całego dorobku było trudnym zadaniem. Proces selekcji przywołał wspomnienia, dlatego 29 piosenek opatrzono związanymi z nimi historiami. Całość przeplatają zdjęcia dokumentujące ewoluowanie grupy. Wstęp w książeczce napisał Thom Carnell, autor i wydawca „Carpe Noctem Magazine”.

The Sea

Przewodnik po świecie Williama Faitha i jego ówczesnej muzy (obecnie muzyk żonaty jest z DJ-ką Scary Lady Sarah) podzielono na dwie części. Pierwsza płyta – The Sea – łączy w sobie eteryczność, delikatność i celtyckie rytmy. Na tej części wydawnictwa muzycy postanowili umieścić utwory mające w sobie dużą dozę dźwięków orkiestralnych, ambientowych i akustycznych.

Wraz z The Sea płyniemy przez cztery utwory z Elyrii (1994). Po niesamowitym, przywodzącym na myśl mistyczne śpiewy utworze tytułowym przychodzi czas na orzeźwiający All Lovers Lost. Po nim wkracza skoczne The Unquiet Grave, przy którym spokojnie, a raczej radośnie, można pokusić się o przetestowanie tańca irlandzkiego. Zmęczyliśmy się? Odpocząć możemy przy eterycznym Heal. Nie zapominamy o przeglądaniu i czytaniu książeczki. Dzięki niej dowiadujemy się, że ten pełen delikatności utwór to pierwsza wspólnie napisana piosenka Moniki i Williama. Przejście do kolejnego jest mocne – czujemy, że wkraczamy w inną erę. Cantus reprezentuje płytę Annwyn, Beneath the Waves (1996). Po chóralnych, wręcz bojowych dźwiękach, Monica Richards ponownie wraca do mistycznego śpiewu i używając różnych sekretnych zaklęć, prowadzi nas w rytmie przypominającym walca wiedeńskiego przez Fade and Remain.

Cieszy, że muzycy umieścili na płycie In Dreams of Mine. Jego rytm i atmosfera oraz snujący się głos wokalistki przywodzą na myśl skradającego się kota. Nie dziwi więc fakt, że został on napisany z myślą o kocie Moniki. Utwór pierwotnie został wydany na płycie Cat-Shaped Hole In My Heart, która była kompilacją przygotowaną dla organizacji charytatywnej działającej na rzecz tych zwierząt. Trochę nijako przy nim brzfaith-and-the-muse-photomi następna piosenka – Shattered In Aspect – pochodząca z płyty Evidence of Heaven (1999). Jest ona najsłabszym ogniwem składanki.

Na płycie mamy także dwóch reprezentantów The Burning Season (2003), przepełnionych mieszanką niepokojących bitów i wokali. Przypominamy sobie następnie Ankoku butoh (2009). The Woman of the Snow budują głównie wokale Moniki. Z ich hipnotycznej mocy wybudza nas pełen energii She Waits by the Well, który mogły zostać hitem sabatów czarownic.

The Land

Na drugiej z płyt – The Land – znalazły się utwory reprezentujące gotycki rock. Jest tutaj więcej brudnych dźwięków, agresji i mocy. Jednak nie brakuje również subtelnych i celtyckich nut. Mamy też śpiewającego Williama, który na The Sea tworzy jedynie tło dźwięków. Także i na tej płycie zespół prowadzi nas chronologiczne przez swoją historię. Mamy zatem Sparks z Elyrii, czyli rockową balladę gotycką. The Trauma Coil to utwór, który świetnie pasowałby do horroru lub thrillera. Łączy on w sobie pełen siły głos Williama, niepokojące dźwięki i dynamiczny refren. Czujemy silny powiew The Sisters of Mercy. Z rozpędu wpadamy do spokojnego Mercyground, po którym oprowadza nas Monika. Wraz z czwartym utworem przeskakujemy do tytułowej piosenki Annwyn, Beneath the Waves, w której główną rolę gra gitara Williama. Jeśli tęsknimy za skocznością, nie zawiedzie nas The Silver Circle. Wytchnienia nie przynosi The Hand of Men, w której ponownie mamy wokal Williama. Słyszymy niebiańskie dźwięki? To Scars Flown Proud z Evidence of Heaven. Jednak sielanka nie trwa długo, William wkracza z gitarą, a śpiew Moniki nabiera mocy. Nim się spostrzeżemy, pędzimy wraz z nimi w niemal punkowym tempie. Podobną dynamikę mają Plague Dance i Sredni vashtar z płyty The Burning Season.

Zespół nie pozwala naPrintm ani na chwilę się zatrzymać. Usiąść możemy dopiero na Boudiccei, którą budują melancholijne dźwięki gitary i rozmarzone wokale. Zaskoczeniem może być Whispered In Your Ear, utwór przesycony elektroniką i discopodobnym rytmem. Udowadnia on, że Faith and the Muse trudno umieścić w jednej szufladce. Wraz z Battle Hymn wkraczamy w płytę Ankoku butoh. Tęsknimy za punkowym pazurem? Zespół nie zawodzi. Blessed to jazda bez trzymanki, perkusja ściga się z wokalistką i gitarami. Ciężaru i mroku dostarcza Nine Dragons. Podróż wraz z zespołem kończymy na przebojowym Sovereign. Śpiewa ponownie William, zaś w refrenach dołącza do niego Monika.

Ułożenie chronologiczne piosenek na obydwu płytach wydaje się chwytem trochę zachowawczym, jednak ma też dużą zaletę – wprowadza porządek i pozwala przenosić się do kolejnych etapów rozwoju zespołu. Przejścia między płytami nie rażą. The Sea jako całość brzmi bardzo dobrze, kompozycje łączą się, czasami zaskakująco, ale nie ma ani jednego zgrzytu. Podobnie jest z The Land, które jest przy tym mocniejsze i zawiera więcej zaskakujących zestawień utworów. Na kompilacji zabrakło mi piosenki When We Go Dark z 2009 roku, którą umieściłabym na swoim the Best of hitów Amerykanów. Włączyć ją mogę jako 31 utwór, ciesząc się tym bardzo ładnie wydanym albumem. Nie kłamią słowa Moniki, Where the Land Meets the Sea to: Dwadzieścia la krwi, potu i łez, podane, jak zawsze, z miłością i podziękowaniami.

Ocena: 8/10

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .