Fatigue “The Fall After” (2015)

Wiedziałam, że muzyka skrywa przede mną wiele tajemnic, ale tego, jakie wrażenie zrobiła na mnie płyta polskiego projektu Fatigue The Fall After (premiera miała miejsce w styczniu 2016) – kompletnie się nie spodziewałam. Nagraniem zajęło się Gremium Records, które słynie raczej z produkcji hip-hopowych artystów, a tym razem postawiło na pracę artystów z odmiennego gatunku. Muzyka, którą Fatigue wykonuje, jest trudna do sklasyfikowania, oscylująca gdzieś pomiędzy avant-garde czy dark metalem.

The Fall After składa się z ośmiu kawałków, w tym bonus, oraz Plannets Collide, który stanowi hołd oddany zespołowi Crowbar. Jest to drugi pełny album w dorobku Fatigue, znacznie cięższy niż Collision no. 1., które wydane zostało w 2014 roku. Gdy popłynęły pierwsze dźwięki, to tak, jakby świat zewnętrzny przestał dla mnie istnieć. Pierwsze wrażenie – wokal – jakby gościa zalewała rozgrzana smoła. Gdyby muzyka przybrała postać materialną, byłaby ciemna i gęsta, toteż basowe dźwięki plus skrzek wokalisty składają się na osobliwą posępność.

W otwierającym Architect uwagę zwraca głos, może jak wycięty dialog z filmu, w tle wsparty budującymi napięcie klawiszami. Przy Deus ex machina pierwsza myśl, jaka przychodzi po upływie kilku sekund, to podobieństwo intro do Something In the way Nirvany, nie trzeba jednak długo czekać, by wokal rozwinął się we wrzask, a potem – popularny ostatnimi czasy – zmodyfikowany „bestialski” krzyk, który o dziwo nie brzmi tandetnie i rozwiewa wątpliwości, z jakim rodzajem muzyki mamy tu do czynienia. Wartym uwagi, i zresztą jedynym utworem w języku polskim, jest Otchłań, z wyrzucanymi frazami, jak ostrzeżenia. Kolejny utwór Plenty Of Nothing brzmi jak kontynuacja outro Just Noise, utwory są połączone jedną linią melodyczną, jednak o innym natężeniu i brzmieniu. W bonusowym utworze Plenty of Nothing występuje perkusja o charakterze defiladowym i najszybsze solo na całej płycie. Niektóre partie gitarowe kojarzą mi się z blues rockiem typu The Animals.

Fatigue fundnęli nam 45 minut muzyki dziwnej, uzależniającej. Czystość dźwięków i solówki występujące w każdym utworze sprawiają, że cała płyta jest spójna. Gdyby jednak komuś nie w smak były chore wrzaski w połączeniu z niskimi dźwiękami, polecam poczytać teksty piosenek, przedzierające się przez tematykę śmierci, wewnętrznego bólu i strachu. Być może to uzupełnienie całości rzuci nieco światła na zamysł takiej, a nie innej stylistyki.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , .