Feral – „From The Mortuary” (2016)

W ostatnim czasie często zdarzało się mi głosić kolejny powrót godnego, szwedzkiego death metalu. Sporo premier mających miejsce w 2018 roku podpierało moją hipotezę, że wymienię choćby nazwy Lik czy Carnation, których albumy wywoływały erekcję u wszystkich maniaków szwedzkiego jazgotu. Wiadomo jednak, że powroty nie biorą się znikąd, a na taki stan rzeczy miała wpływ dobra forma sceny w latach poprzedzających. Jednym z materiałów, który niewątpliwie mógł się przyczynić do podwalin mocnej sceny jest mini album Feral From the Mortuary, który z dwuletnim opóźnieniem został do mnie przysłany w celu zrecenzowania. Wydawcą Epki jest Cyclone Empire, a jej pojawienie się datowane jest na grudzień roku 2016. Mowy o zestarzeniu się materiału oczywiście nie ma, taka muzyka czy nagrana w 1993 roku, czy w 2025 będzie się charakteryzowała tym samym brudnym soundem, którego modernizowanie jest wręcz opatrzone niemym zakazem, bo co to za szwedzki death metal, który nie brzmi jak szwedzki death metal?

Na From the Mortuary charakterystycznego charkotu nie brakuje, jest moim zdaniem na idealnym poziomie. Gitary utrzymują odpowiednie brzmienie, nie tracąc zbyt mocno na wyrazistości. Feral utrzymuje żywioł w ryzach, który pogłębia bulgoczący dołem bas, a perkusja wprowadza brzmieniowego ducha starych czasów, nie atakując plastikowymi dźwiękami. Wokalnie jest dla mnie wzorowo, David Nilsson atakuje niskim, głębokim, lecz jednocześnie wyrazistym growlem. Jego głos nieodparcie kojarzy mi się z najlepszym krzykaczem w dziejach szwedzkiego death metalu, czyli z Jörgenem Sandströmem, który na Soulless zespołu Grave podwyższył innym wokalistom poprzeczkę niemiłosiernie. Wychodzę z założenia, że ryknąć może każdy, każdy jest w stanie wydać z siebie odgłos zbliżony do growlu, ale nie każdy jest w stanie robić to z taką perfekcją, czystością i ekspresją jak robił to Jörgen – i jak stara się też to robić wokalista Feral.

Muzycznie From the Mortuary jest bardzo urozmaicone, kawałki oferują dużą gamę zmian tempa, dominują galopady, ale często też zespół zwalnia. Jak na dwadzieścia parę minut materiału dzieje się sporo. Na przykład na tapetę wezmę mojego faworyta, czyli Cult of the Head, który zaczyna się ciężkim, powolnym wałkiem, by rozpędzić się do łupanki, po czym w refrenie zaoferuje średnie tempo i skandowany wers „Spit On the Cross”, co trafia automatycznie w mój spaczony gust z podpisem „hit”.

Po pięciu bardzo przebojowych songach nadchodzi czas na cover zespołu Pentagram do kawałka Relentless, którego przewodni riff nieodparcie kojarzy mi się z No Remorse Metalliki. Relentless w styl Feral wkomponowuje się bardzo dobrze, brzmi tylko trochę „przyjaźniej” od autorskich utworów zespołu, ale nie na tyle, aby odstawać od całości. Trafny wybór, dobre wykonanie.

Jak ktoś ma ochotę na muzykę oferującą 100 % Szwecji w Szwecji, to From the Mortuary jest albumem dla niego. Feral utrzymuje czystość gatunkową, opierając na niej swoje aranżacje. Mini album kopie w klatę, depcze jądra i wybija zęby. Mocna pozycja, żałuję, że trafiłem na nią z takim opóźnieniem.

Ocena : 8/10

Feral na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .