Finis Omnivm – “Cercle” (2018)

Co wspólnego ze sobą mogą mieć brytyjski filozof Alan Watts, ojciec bomby atomowej Robert Oppenheimer i buddyjski mistrz medytacji Chögyam Trungpa Rinpocze? Na przykład to, że wszyscy mają jakiś wkład w filozoficzne rozważania na temat odpowiedzialności człowieka za inne istoty ludzkie i za całą naszą planetę. A także to, że stali się niejako duchowymi patronami debiutanckiej EP-ki młodego, francuskiego zespołu, założonego w Tokio, a rezydującego zarówno w Londynie, jak i w Paryżu. Jesteście wystarczająco zaciekawieni?

Wątki filozoficzne w tekstach to awers tego medalu. Wydawać by się mogło, że muzycznym rewersem będzie zbrutalizowany hardcore punk, lub coś bardzo pokrewnego. I poniekąd tak jest, bo hardcore’owe echa odbijają się tu od czegoś, co z grubsza można określić post black metalem, by wrócić pod postacią mocnego crustu. Finis Omnivm nie daje się zaszufladkować, zgrabnie krąży po dość odległych od siebie orbitach, przywdziewając różne maski na swoją metalową twarz. O ile początkowe, delikatne frazy rozpoczynającego płytę The Womb nie zwiastują w zasadzie niczego, o tyle wybuchowe rozwinięcie przywodzi na myśl najlepsze dokonania Neurosis z lat 90., by naturalną koleją rzeczy zamienić się w rozpędzoną, brudną, bardzo surową, black metalową galopadę. I o dziwo – nie ma tu cienia zgrzytu, wszystko płynie bardzo naturalnie, z logicznym następstwem wydarzeń. Podobne tony towarzyszą najkrótszemu, bo zaledwie dziewięciominutowemu The Great Destroyer, lecz tutaj wprowadzenie w klimat jest znacznie dłuższe i mocniej rozwinięte. Gitarowy motyw na tle marszowej, mocarnej perkusji sugeruje inklinacje pachnące starym death metalem, ale gdy w połowie utworu wybuchnie black metalowy granat, wówczas wszelkie wątpliwości idą w kąt. Rasowy, punkowy wokal na tle brzmienia, którego nie powstydziłoby się Peste Noire wwierca się w głowę i zaczyna prowadzić do lasu, by wyjść z niego razem z The Empty Gem – dźwiękową interpretacją hipotetycznego spotkania członków środkowego Swans, późnego Entombed i wczesnego Isis w hardcore’owym zespole próbującym grać black metal. I ciągle brzmi to wyjątkowo strawnie.

Zdaję sobie sprawę, że ten mini album jest jak na razie tylko ciekawostką. Niespełna pół godziny muzyki zamknięte w trzech numerach od nikomu nieznanych osobników raczej świata nie zawojuje, ale naprawdę warto ich sprawdzić, bo jestem spokojny, że po Cercle muzyka Finis Omnivm może zacząć ewoluować w strony, których się nie spodziewamy.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , .