Formicarius – „Rending The Veil Of Flesh” (2019)

Formicarius to ciekawa propozycja dla wszystkich tych, którzy preferują ostrą muzykę w nieco mniej ostrym wydaniu. A ich drugi pełnowymiarowy album, który ukazał się w zeszłym roku nakładem Schwarzdon Production to jedna z form interpretacji czegoś, co można by w dużym uproszczeniu nazwać symfonicznym black metalem.

Niespełna trzy kwadranse muzyki i dziewięć kawałków już na wstępie dają nam pewność, że nudy nie będzie. Już same długości utworów pokazują, że są raczej zwarte i bez zbędnych sztamp. I tak właśnie jest.

Londyński kwintet wali nam swoją wersję wydarzeń prosto między oczy. A wygląda ona mniej więcej następująco:

Na pierwszym planie – jak to prawilnie być powinno – jest frontman. Bardzo czytelny growl z nieznaczną dozą jadu wykrzykuje nam do ucha zatrute teksty poszczególnych kawałków. Tekst słychać dobrze, nawet bez studiowania wkładki, tak więc dyskusji na temat klarowności wydawnictwa nie ma.

Wiadomym jest, że za frontmanem drugim bohaterem jest zawsze gitarzysta. Tak jest też w przypadku Formicarius. Partie gitarowe mamy przy tym równie czytelne, co te wokalne, a czysty dźwięk tego instrumentu dodatkowo ułatwia rozwikłanie linii melodycznych. A są one naprawdę ciekawe. Nieco połamane, w zmiennych tempach, ale zawsze muzycy (bo gitary w zespole są dwie) we właściwy sposób układają swoje „wycieczki” tak, by nie zgubić motywu przewodniego utworu.

Mamy na tej płycie także tak zwane ulepszacze. Doszukać się więc można partii smyczkowych (O; Dread Impaler), coś na kształt fagotu (liryczny Dieu et Mon Droit), ale zasadniczym wspomaganiem są tu klawisze (Beyond the Veil of Flesh, Early Will I Seek Time, Inherit Our Sickness, Stalker Among the Stars). Trzeba jednak oddać honory i zaznaczyć, że każdorazowo są to wtręty delikatne, niejednokrotnie ledwie zauważalne i mógłbym nawet rzec, że homeopatyczne. Ale robotę robią jak ta lala.

Motorem całości jest oczywiście perkusja. Usytuowana gdzieś pomiędzy gitarami a klawiszami dość wyraźnie nadaje tempa utworom, ale jest także instrumentem, na którym z ciekawością można powiesić ucho. Oczywiście nie jest to Mike Terrana, ale Valdr radzi sobie za garami nader sprawnie.

Gdybym powiedział, że Formicarius to taki mniej nachalny Dimmu Borgir, spłyciłbym znacznie dzieło Brytyjczyków. Do czego by jednak nie porównywać drugiej płyty wyspiarzy, trzeba o niej powiedzieć jedno: jest świetnie wymyślona, nagrana, wyważona i przedstawiona słuchaczom. Polecam tego allegrowicza.

 

Formicarius na Fecebooku

Formicarius na Bandcamp

Formicarius w Encyklopedii Metalu

Ocena: 8,5/10,0

Tagi: , , , , , , , , .