Fraktale – “I” (2017)

Zmieniam częstotliwość i zamiast dźwięków rodem z buldożera na placu budowy pojawiają się nieco subtelniejsze klimaty. Nic jednak nie wskazuje na to, by ilość szaleństwa miała być mniejsza. Krakowskie Fraktale swoim materiałem mogą momentami doprowadzić do stanu niepoczytalności.

Ciężko w jakiś jednoznaczny sposób szufladkować muzykę, którą znajdziemy na I, debiutanckim albumie grupy, jaki ukazał się w listopadzie ubiegłego roku. Pewnie palnąłbym głupotę i zranił czyjeś wewnętrzne, eksperckie poczucie muzycznego łatkowania, więc umownie przyjmijmy, że Fraktale grają psychodeliczny jazz. Co najlepsze – w zupełnie różnych odsłonach, bo zespół praktycznie bez najmniejszych problemów skacze sobie między stylistyką, w jaką wkłada swoje dźwięki. Otwierający materiał Fakir mógłby z łatwością pojawić się na ścieżce historii kryminalnej z orientalnym smaczkiem, muzycy genialnie budują nastrój opowieści z suspensem i momentami dają prawdziwy upust drzemiącej w nich energii. A to dopiero początek! Motywem przewodnim Nemezis jest barowo-deszczowa aura, w której wspomniany jazz zostaje poddany kolejnej halucynogennej wariacji. Kolejne numery są próbą zmierzenia się z nieco bardziej podniosłym, mógłbym rzec, że nawet cięższym tematem. Utwór Mantra od samego początku idzie zdecydowanym, czasami zbyt jednostajnym krokiem, ale w rezultacie zostaje popchnięty, by mógł do końca płynąć na chwytliwym, bluesowym wręcz motywie. Nastrój zmienia się w zadymiony noir i trans, niemiecki mrok i chłodny ton –  Nokturn w pogrzebowym tempie wodzi nas fenomenalnym saksofonem Bartka Szumilasa, natomiast pozostali kapitalnie podsycają emocje, jakie są budowane coraz to mocniejszym i bardziej otwartym, niezależnym, swobodnym, wygodnym, frywolnym, niegrzecznym, popisowym sposobem gry. Wieńczący album Enceladus Dreams to imponująca i przemyślana mieszanka space rocka i fusion, którą radzę spróbować ocenić samemu i poszukać w niej jeszcze większej ilości miszmaszów. 

Młodzi i zdolni! Fraktale grają słuchaczowi na nosie, nerwach i emocjach. I to trochę taka zabawa w kotka i myszkę, instrumentalna gierka, muzyczna szarpanina, w której czterech facetów za wszelką cenę chce pokazać, że jazz nie musi być dla wybranych, a każdy może znaleźć w nim coś dla siebie, nawet gdy codziennie obraca się w zupełnie innych klimatach. Cieszę się, że zostałem od razu przekonany.

Ocena: 7,5/10

Fraktale FB

Maciej

Maciej

Psoty i bibeloty.
Maciej

Tagi: , , , , , , , , , , , .