Frozen Planet… 1969 – “Electric Smokehouse” (2017)

Nie ulega wątpliwości, że rok 1969 był jednym z najważniejszych w historii muzyki rockowej. Wtedy to odbył się najsłynniejszy festiwal Woodstock, rzesze fanów zdobywali niepokorni prekursorzy heavy metalu, a na listach przebojów królowała psychodela. W powietrzu otaczającym muzyków unosiły się z pewnością kłęby gęstego białego dymu… Do tych kontrowersyjnych i ciekawych czasów wraca nie tylko w nazwie trio Frozen Planet… 1969. Przyjrzyjmy się najnowszej płycie stoner rockowego zespołu, zatytułowanej Electric Smokehouse.

Australijska grupa, utworzona w 2012 roku, charakteryzuje się tym, że materiał na każdym wydanym przez nią materiale jest kompletnie improwizowany. Muzycy spotykają się podczas próby i jamują, co przynosi efekt w postaci co najmniej godziny gry. Po wycięciu fragmentów, które nie mieszczą się w standardowym czasie odtwarzania płyty winylowej, efektem końcowym są długie i rozbudowane kompozycje, które dostarczają wielu przyjemnych chwil. Nie inaczej jest w przypadku Electric Smokehouse. Czterdzieści minut materiału zostało podzielone na pięć utworów, z których najdłuższy, Sonic Egg Factory, wprowadza w trans przez niespełna kwadrans. Jest to zarazem najlepiej dopracowany numer, pełen pokręconych, kosmicznych wręcz efektów, zabawy z echem i powielaniem dźwięków, a także zmianami tempa. Rozmyte, niewyraźne i brudne dźwięki to cecha rozpoznawcza grupy, a także jej duży atut.

Biorąc pod uwagę fakt improwizacji, muzyka FP69 staje się jeszcze ciekawszą propozycją dla zwolenników klimatów psychodelicznych w muzyce gitarowej. Australijczycy bawią się dźwiękami, eksperymentują z nowoczesnym podejściem do klasycznego gatunku. Młodzi muzycy bez wątpienia odnaleźliby się na legendarnym festiwalu Woodstock zdobywając poklask wśród hippisowskich słuchaczy. W ciekawy sposób krążek spaja pewnego rodzaju klamra kompozycyjna, polegająca na delikatnym wejściu i wyjściu. Przez pozostały czas grupa dostarcza nam ekstremalnych przeżyć. Przy dźwiękach Electric Smokehouse można, a nawet trzeba, odlecieć. Kto do dziś zachwyca się umiejętnościami budowania psychodelicznego napięcia przez Hendriksa, powinien bez dwóch zdań sięgnąć po ten album.

Muzyczna propozycja Australijskiego FP69 to znakomity kąsek niezwykle przemyślanej (choć przecież improwizowanej) wizji instrumentalnego stonera. I choć nie jest to dzieło wybitne, to jednak powinno zachęcić fanów grup takich jak Monster Magnet, Electric Moon, czy Samsara Blues Experiment. Ja sam chętnie wrócę jeszcze do tego krążka i Wam również polecam sięgnięcie po Electric Smokehouse.

Ocena: 9/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .