Funeral Leech – “Death Meditation” (2020)

Gdy w niektórych kręgach trwają dyskusje dotyczące black metalu, jego fenomenu i przebijania się do mainstreamu, to death metal wciąż najpewniej czuje się w podziemiu. Podobnie sprawa ma się z wydaną nakładem Carbonized Records płytą „Death Meditation” kolektywu Funeral Leech. W żadnym przypadku nie jest to metal na salony – bardziej dla ludzi, którym niestraszny jest mrok pieczary i zapach siarki.

Wspomniany album jest krążkiem debiutanckim, nie powinno zatem dziwić, że muzycy postanowili dość szybko oprzeć się na bezpiecznych patentach. Recepta na sukces amerykańskiego kwartetu wygląda na papierze banalnie:  „Death Meditation” to zgrabnie skrojony mariaż Autopsy i Bolt Throwera. Funeral Leech gra zwyczajnie szorstki, brudny death/doom, uwypuklając swój ciężar zwłaszcza w powolnych tempach. Same kompozycje trwają przeciętnie 7–8 minut. Miłośnicy podobnych struktur w ten sposób z łatwością powiążą kwartet ze Spectral Voice – a mimo mnogości skojarzeń i konotacji, a także recyklingowego charakteru swojej niszy, Funeral Leech robi znakomite wrażenie.

Siła „Death Meditation” tkwi w dwóch elementach, które odróżniają płytę od dzieł współczesnych im pobratymców. Pierwszym są po prostu dobre riffy – choć wydawać by się  mogło, że w death/doomie jest to banalne, wielu wykonawców na tym polu notuje mniej lub bardziej spektakularne porażki. Podczas odsłuchu odnosiłem wrażenie, że tytuł płyty zobligował wręcz nowojorczyków do wypracowania ascetycznego, medytacyjnego, chwilami wręcz mantrowego brzmienia, będącego podstawą tej brzmieniowej klaustrofobii. Nieco „szarpany” powracający riff w „Statues” stanowi bodaj najpełniejsze potwierdzenie tych słów, w najbardziej kompletny sposób łącząc dziedzictwo wspomnianych wyżej Bolt Thrower i Autopsy. Drugi atut wynika natomiast w pewnym stopniu z pierwszego – Funeral Leech jest na tle swojego środowiska zespołem bardziej różnorodnym, aniżeli można było się spodziewać. Szczególnie imponująco w tym kontekście brzmi początek „I Am the Cosmos”, który może kojarzyć się z echami progresywnego death metalu spod znaku Venenum. To pokazuje, że mimo dość jednoznacznego profilu brzmienia, kwartet jest w stanie wykreować także nieco przestrzeni.

„Death Meditation” nie jest dziełem demiurgów, niemniej krążek śmiało można uznać za jeden z ciekawszych w death/doomowej szufladce w ostatnich latach. Nawet jeżeli chwilami nad płytą zawiśnie niebezpiecznie nisko widmo starych klasyków gatunku, to Funeral Leech po chwili jest w stanie bez szwanku wyjść z tych oparów. Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić debiutanckie dzieło nowojorczyków. A także wyrazić nadzieję, że album nie będzie łabędzim growlem, a znakomitym otwarciem katalogu.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , .