Godskill – “II – The Gatherer Of Fear And Blood” (2018)

Mam małe deja vu. Jakiś czas temu pisałem o ostatnim longplayu grupy Ichor. Zespół ten, jak może wiecie, pochodzi z Niemiec, a w internecie ma mniej więcej opinię kapeli bardziej core’owej, niż metalowej. Fałszywie, gdyż wspomniany album był solidnym kawałkiem śmierci z naleciałościami. O Godskill można powiedzieć prawie to samo.

Drugi album formacji jest jednocześnie moją pierwszą stycznością z projektem. II – The Gatherer Of Fear And Blood zawiera osiem kawałków, trzydzieści pięć minut i sporo death metalu. Za wydanie odpowiada wytwórnia MDD Records.

Mam problem z tym albumem i przez niego trudno mi będzie o nim pisać. Problemem tym jest pewna nijakość muzyki Godskill. To znaczy, jest jak najbardziej poprawnie i sprawnie, a jednak zupełnie mnie to nie chwyta. Pomysł ekipy na metal opisałbym jako melodic death metal w średnich tempach i bez ognia w duszy. Dość często pojawiają się nawiązania blackmetalowe bądź doomowe, zdarzy się też fragment czy kilka faktycznie zmierzających w stronę core’ów, choć dalej pozostającej w melodyczno-deathowej stylistyce. Na The Eleven Kills The Ten i Becoming A God na ten przykład zdarzą się nieco slamujące, mocniejsze fragmenty, a w Demon Mother i From The Ashes Of Angels głównymi motywami są breakdowny, niestety średnie i suche. Niemniej gwoździem programu są melodie. Niekiedy cukierkowe, niekiedy smutne, zazwyczaj lekkie, łatwo przyswajalne i kompletnie nudne.

No i tutaj właśnie leży pies pogrzebany. The Gatherer Of Fear And Blood, choć na papierze wygląda odpowiednio, w praktyce zupełnie nie ma mocy rażenia. Może to przez moje umiłowanie prawdziwie ekstremalnej jazdy, jednak nie znalazłem tu ani agresji, ani nutki szaleństwa, ani też niespecjalnie fajnych konceptów. Pewnie, da się bez większego bólu słuchać. Tylko, że nie wynoszę z tego absolutnie nic. Podobnie sprawa ma się z brzmieniem albumu. Niby jest dobrze, niby w miksie wszystko leży a muzycy grają sprawnie, ale ani ich nieporywające solówki, ani generalnie suche dźwięki na pewno mnie nie zadowalają.

Gdyby muzycy zwiększyli tempo, zatankowali albo wpadli na kilka wyróżniających się riffów, to mogłaby być dobra płyta. Ale nie jest. Jest średnia, niewyróżniająca się i nie przyciąga mojej uwagi na dłużej, niż wymaga na potrzeby tego tekstu.

Godskill na Facebooku

Ocena: 5,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .