Grand Magus – “Wolf God” (2019)

Szwedzkie trio występujące pod nazwą Grand Magus istnieje już 20 lat. W ekipie wokalisty/gitarzysty JB Christofferssona i basisty Foxa Skinnera trzykrotnie dochodziło do zmiany na pozycji perkusisty, którym niezmiennie od 2012 roku jest znany z występów w m.in. szwedzkim Shining, Ludwig Witt. Heavy metalowe trio wydało do tej pory 8 płyt, z czego ta ostatnia – opublikowany w 2016 roku Sword Songs – spotkała się z mieszanymi ocenami i chłodnym odbiorem fanów i dziennikarzy muzycznych. Nic dziwnego, w końcu ekipę, która wypuściła spod swoich skrzydeł takie pozycje, jak Iron Will (2008) czy Hammer of the North (2010) stać na więcej. Trio nigdy jednak nie odpuszcza i w tym roku powraca z dziewiątym już krążkiem zatytułowanym Wolf God, który Szwedzi promować będą w maju na scenie festiwalu Mystic. Zajrzyjmy zatem w głąb tego, co do zaoferowania ma „wilczy bóg”.

Wolf God rozpoczyna podniosłe, zagrzewające do walki instrumentalne intro o tytule Gold and Glory, które doskonale komponuje się z następującym po nim utworem tytułowym. Pierwszy singiel z nowej płyty Grand Magusa szybko wyrośnie na koncertowego klasyka ze swoimi chwytliwymi riffami i zachęcającymi do śpiewania zwrotkami i refrenem. Od początku wyczuć można, że doszło do zmiany za sterami inżynierii dźwięku i produkcji. Zespół powrócił do współpracy ze Staffanem Karlssonem, co ewidentnie wyszło mu na dobre. Generalnie „żywsze” brzmienie wydaje się o wiele lepsze w odbiorze na niniejszym albumie niż nieco skostniałe i „plastikowe” Sword Songs. Drugi singiel, Brother of the Storm, to waleczny, pokrzepiający serca „hit” na miarę Varangian czy też On Hooves of Gold z dwóch poprzednich dokonań kapeli.

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że w stosunku do Sword Songs liczba fillerów zmniejszyła się (bogu dzięki!) w znacznym stopniu. Wolf God cechuje różnorodność, i choć dwa utwory, które podobają mi się najmniej (A Hall Clad in Gold oraz He Sent Them All to Hel) wywołują mały grymas niezadowolenia na mojej twarzy, kawałki takie jak Spear Thrower, Dawn of Fire czy To Live and Die in Solitude nadrabiają pomniejsze niedociągnięcia z nawiązką. Pierwszy z nich to jeden z najszybszych i najkrótszych utworów Grand Magusa i wielka szkoda, że na zmianę tempa na znacznie żwawsze musieliśmy czekać tak długo. Heavy metalową sielankę dziewiątej płyty Szwedów wieńczy kompozycja Untamed ze swoim magicznym, patetycznym refrenem, który zaatakował bez żadnego ostrzeżenia. Christoffersson na tym utworze zaprezentował pełnię swoich umiejętności wokalnych, które – wbrew opiniom osób krytykujących jego głos – są naprawdę niebagatelne. Kapitalne zakończenie tej solidnej płyty, która odbudowała mój gorliwy entuzjazm do szwedzkiego zespołu!

Dziewiąta płyta Grand Magusa to pozycja mocno satysfakcjonująca. Momentami Wolf God to prawdziwa uczta dla wojowniczych dusz, spragnionych chóralnych refrenów, zachęcających do walki tekstów i ciekawych solówek (patrz: Glory to the Brave), których ostatnimi czasy brakowało mi w repertuarze sztokholmskiej grupy. Szczerze przyznaję, że nie spodziewałem się usłyszeć Grand Magusa w tak ustabilizowanej formie. Niech żyje wielki mag!

8/10

 

Marcel

pleasure too safely enjoyed lacks zest
Marcel

Tagi: , , , , , , .