GxSxD – “The Adversary” (2016)

Jednym z najbardziej nieodgadnionych zjawisk polskiego społeczeństwa jest tak zwane mangozjebstwo. Chorobliwa fascynacja kulturą skośnookich pokurczy niezmiennie mnie zadziwia, jednak nigdy nie sądziłem, że fanbojstwo na linii Polska-Japonia działa we dwie strony. I to na polu death metalu na dodatek. Przed wami God Send Death, czyli żółta zżyna z Vadera i Behemotha.

Wydany w tym roku przez Pulverised Records krążek jest drugim długograjem tejże załogi. Zawiera trzynaście utworów. Pomyślałby ktoś, że czas grania zbliża się do godziny? A gdzież tam, to trzydzieści trzy minuty tylko.

Prawdę mówiąc, poza krótkim “pół Vadera, pół Behemotha” trudno mi cokolwiek więcej o The Adversary napisać. Płyta zaczyna się intrem przywodzącym mi na myśl okolice płyty The Apostasy. Another okazuje się sztampowym, ale przyjemnym kawałkiem z niezłym motywem przewodnim. Całkowicie w stylu Nergala z końcówki ostatniej dekady. Choices też tak brzmi. I The Abyss też. Z drugiej strony, mamy takie Chaos World i Nightmare bardziej w stylu Vadera. Tu mógłbym tą recenzję skończyć. Płyta jest dobra technicznie, ładnie zaaranżowana i nagrana (dam sobie lewe jądro uciąć, że dźwiękowiec zżynał z The Apostasy/Evengelion jeżeli chodzi o brzmienie), ale totalnie brakuje w niej najmniejszej nawet oryginalności. To jest trzynaście krótkich, naśladowczych piosenek. Dobrych do puszczenia w tle albo gdy nie znasz oczywistych inspiracji. Niestety prawie każdy Polak je zna i dla mnie to po prostu strzał w potylicę. To przekracza pojęcie naśladownictwa stając się kalką, gorszą, uboższą wersją. Może i jest szybko i sprawnie, ale to sprawność rzemieślnicza. Jakbyś odsłuchiwał metalowej wersji Konkursu Chopinowskiego. Bardzo trafne kopiowanie motywów i nic poza tym. Przez to płyta zaczyna być pusta i nudna, zimna, wyliczona i bez krzty emocji własnych. Parafrazując Łazarskiego Wojownika: jakby GxSxD chciało się wybić na czyimś fejmie. Najmniej zerżniętym kawałkiem wydaje się być ostatni Fate, skądinąd jeden z lepszych utworów (choć zakończenie ma tragiczne), jednak reszta to klony.

Komuś, kto ani Vadera ani Behemotha nie zna, The Adversary ma szansę wydać się naprawdę dobrym albumem. Jeżeli zbierasz płyty dla ładnego wyglądu to także będziesz zadowolony, bo layout jest faktycznie śliczny i bogaty. Niemniej podrabianie wszystkiego, począwszy od kompozycji, poprzez brzmienie, nawet na logu kończąc (czcionka niemal identyczna jak ta Vaderowa z okresu Necropolis) w moich oczach GxSxD dyskwalifikują. Życzę chłopakom własnego zdania i poglądu, wtedy mogą być warci uwagi.

Ocena: 4/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .