Harald Fossberg – “Nyanser av svart” (2015)

Żeby umiejętnie pisać  o black metalu, trzeba się wyjątkowo przygotować. Nie od dziś wiadomo, że środowisko black metalowe jest nad wyraz wymagające, żeby nie powiedzieć hermetyczne, nie łatwo więc opisać go ze swojej perspektywy, z boku, nie wchodząc do środka. Nieudolną próbę takiego przedsięwzięcia podjęli Michael Moynihan wraz z Didrikiem Søderlindem w niechlubnej książce „Władcy chaosu. Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia”. Pomysł oparli na wywiadach i uważam, że sam zamysł był dobry, aczkolwiek spalił na panewce przez ukazanie black metalu jako ”zła”. Na szczęście są na rynku inne, ciekawsze pozycje, i tak, zupełnie inaczej przedstawia się historia w książce Haralda Fossberga pt. „Nyanser av svart. Historien om norsk black metal” (Niuanse czerni. Historia norweskiego black metalu – tłum. własne), znanego dziennikarza oraz muzyka punkowej formacji Turbonegro. Zapowiadało się o wiele lepiej, bo kto jak nie norweski muzyk potrafiłby skrupulatnie  napisać o norweskim blacku?

Książka bazuje na formie wywiadu, a sam Fossberg decyduje się nie komentować i nie cenzurować słów swoich rozmówców, daje im pełną wolność. Spośród osiemnastu rozdziałów napotykamy takie nazwiska przepytywanych jak chociażby Grutle Kjellson, Kjetil „Frost” Haraldstad czy Gylve „Fenriz” Nagell. Oczywiście jeśli to wam nic nie mówi, to obawiam się, że ta książka niekoniecznie jest dla was. W każdym rozdziale muzycy opowiadają o kulisach powstania swojego zespołu, ale także o początkach całego gatunku, w którym się obracali. Mało tu miejsca na tanią sensację, którą upajały się media zamierzchłych czasów, jak podpalenia kościołów, desakralizacja nagrobków czy morderstwa. Wszak nie o tym jest ta książka, chociaż wspomnienia i o tych zdarzeniach okazały się nieuniknione.  Opisanie poszczególnych kapel i etapów ich funkcjonowania jest bardzo różnorodne. Na przykład w rozdziale o Darkthrone wypowiadają się nie tylko członkowie zespołu,  ale też np. Snorre Ruch („A Blaze…” to był dopiero szaleńczo ciężki kawał black metalu. Zrozumieliśmy, że znaleźli [Darkthrone] to, czego szukali.) czy Anders Odden (To Gylve [Nagell] porwał black metal dalej. Nie był taki głupi jak reszta z nas. Śpiewał po norwesku.) [tłum. własne]

Mocną stroną wydawnictwa okazują się nie tylko stricte standardowe pytania do zespołów, ale są to bardziej rozmowy, można powiedzieć, że merytoryczne, o całej kulturze i undergroundzie, a także o analogowych początkach ruchu black metalowego (często wszak otoczonych największymi legendami), gdzie dość szczerze wypowiadają się sami zainteresowani. Otrzymujemy więc cały rozdział poświęcony chociażby fanzinom (w tym słynny Slayer Mag) czy kasetom (którymi black jest przecież wybrukowany), a nawet wzmiankę o specyficznym słownictwie używanym w tekstach gatunku.

Fossberg starał się także rozprawić się z wieloma mitami pokutującymi na temat norweskiego blacku. Z „Nyanser…” wyłania się obraz zupełnie zwyczajnych osobowości, które połączyła pasja do ekstremalnego metalu, i które dzięki temu stworzyły coś zupełnie unikatowego na skalę światową. Myślę, że dzięki tej lekturze niejeden sceptyk mógłby spojrzeć inaczej na ten gatunek, mimo często dyskusyjnej sławy, która go otacza. No i poza tym wyrokuję, że ta książka w końcu może się spodobać się ortodoksyjnym fanom blacku, nie wzbudzając kłótni i rozłamów.  Żałuję jedynie, że do tej pory wydawnictwo nie pokusiło się o inne wersje językowe poza norweskim. Możecie mi jednak zaufać, że warto sięgnąć po tę pozycję.

Poniżej możecie też zobaczyć piękne zdjęcia przy akompaniamencie Darkthronektóre przygotował Paal Audestad:

Tagi: , , , , , , .