Haxandraok – “Ki Si Kil Ud Da Kar Ra” (2019)

Międzynarodowe kolaboracje na metalowej scenie nie są niczym nowym, a zderzenie różnych kultur, nie tylko muzycznych, może dać zaskakujące efekty. Tak jak i w tym przypadku –  Haxandraok to projekt powołany do życia przez greckiego gitarzystę, który przybrał srogo brzmiący pseudonim Saveus H. Aldra-Al.-Melekh. Muzykowi, który na co dzień udziela się w Acherontas i Devathorn towarzyszy polski bębniarz Marcello Szumowski (Spirits Way, Beuthen, ex-Inferno, ex-Besatt), a efekt ich współpracy to trzydzieści minut nietuzinkowego black metalu.

Patrząc na nazwę grupy, pseudonim lidera czy tytuł płyty, można się pod nosem uśmiechnąć, że jeszcze komuś chce się przywoływać tajemnicze inkantacje z pełną powagą i całkowitym zaangażowaniem. Ale Grek chyba ma to gdzieś, sam określa się mianem praktykującego okultysty i daje upust swoim fascynacjom, nie oglądając się na nikogo i na nic. Jedno jest pewne – żarty się kończą, kiedy zapoznamy się z najnowszym efektem jego poszukiwań.

Jeśli przyrównać Ki Si Kil Ud Da Kar Ra do tego, co dzieje się obecnie na greckiej scenie black metalowej, to Haxandraok można już nieśmiało stawiać w roli jej przyszłego zbawcy. Coraz większy schematyzm i skostnienie helleńskiego black metalu blaknie przy tej płycie, która jest dla niej jak powiew świeżości. Album jest dość zwarty i może być odbierany jako monolit, ale każda z pięciu kompozycji jest na tyle nieszablonowa, że potrafi całkowicie porwać swoją nieoczywistością. A ta wynika zarówno z nawarstwienia odniesień do różnych szkół jak i niepowtarzalnego, lekko orientalnego klimatu. Raz jest szybciej, a raz wolniej, nierzadko pojawia się akustyczna wstawka, inspirowana melodyką Bliskiego Wchodu.  Melodyka dawkowana przez gitary to jedno, ale nie zabraknie momentów pozbawionych tradycyjnego instrumentarium, opartych na plemiennych, pustynnych rytmach, jak końcówka onirycznego Ba’al Zel Bul At The Gates Of NOX, czy zamykający album, instrumentalny, niemal ambientowy La Sorciere Rouge. Często pojawiają się złamane rytmy, które zdobi prosty riff kojarzący się z Cultes Des Ghoules, albo nadająca niesamowitej atmosfery solówka, wymykająca się black metalowym standardom. Pięknie to widać w rozbujanym Lilith Unbound, który brzmi jak odarty z symfoniki Emperor wplatający solówki ukradzione Iron Maiden. I trzeba przyznać, że choć wydaje się to niedorzeczne, to ma ręce i nogi.

Trochę obawiałem się przerostu formy nad treścią, zwłaszcza w kontekście muzyki Acherontas, która jest nieco przeciążona nadmiarem dźwięków, ale grecko-polskiemu duetowi udało się wytworzyć spójną atmosferę bez popadania w patos. To po prostu pięć niebagatelnych, przestrzennych, klimatycznych kompozycji, które trzymają za gardło. Pozostaje mieć nadzieję, że Haxandraok nie jest dziełem przypadku i nie poprzestanie na jednej płycie, bo potencjał jaki drzemie w tej grupie jest potężny.

Ocena: 8,5/10

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , , , .