HeadShot Five – “H5 Black” (2019)

Czy cztery kawałki wystarczą, żeby dać pełny obraz tego, co chce nam oddać swoją twórczością zespół? Jeśli sam band jest tego wart i ma odpowiedni poziom, to w pełni wystarczy. Jeśli dodatkowo uzbroimy się w wiedzę dotyczącą tego, że nie są to cztery przypadkowo dobrane i wrzucone na bęben utwory oraz że sam zespół poświęcił naprawdę mnóstwo mrówczej pracy, by te cztery utwory brzmiały odpowiednio – powinno się dać im szansę. Warunek jest jeden. Taki czteroutworowy zestaw ma pozostawić apetyt na więcej. Czy tak jest w przypadku najnowszego wydawnictwa HeadShot Five?

Deep Down, Anger in My Veins, Weight of the Waterfall oraz Into the Storm. Te cztery tytuły składają się na najnowsze wydawnictwo HeadShot Five. Materiał był rejestrowany w poznańskim Perlazza Studio pod okiem Przemysława Wejmanna, następnie zespół sam baaardzo długo ślęczał nad tym, by efekt mixu i masteringu całości był dla chłopaków w pełni satysfakcjonujący. I na początku należy się zespołowi duży plus za podejście, cierpliwość i naprawdę znakomity efekt końcowy. Brzmienie jest mięsiste, przyjemnie walcowate, ale przy tym selektywne – poszczególne ścieżki uzupełniają się, nie nakładają na siebie i co najważniejsze, nad wszystkim w odpowiedni sposób góruje wokal. To też zasługa aranży poszczególnych utworów – HeadShot Five lubuje się raczej w średnich i wolnych tempach, dużo miejsca pozostawia samej sekcji rytmicznej, co w skuteczny sposób urozmaica poszczególne utwory i nie nuży.

Deep Down oraz Anger in My Veins mogą kojarzyć się z najlepszym południowym groove serwowanym za starych dobrych czasów przez Panterę, w Weight of the Waterfall i kończący album Into the Storm Sebastian (wokal) ucieka się do zaśpiewów a`la Jonathan Davis, więc fanom klimatów wiadomych może chwilami zrobić się cieplej. Ciekawym zaskoczeniem jest wieńczące Into The Storm solo gitarowe – bardzo zgrabne i przyjemne dla nastawionego raczej na bardziej klasyczne podejście do metalowego grania ucho. I ciach. Mini album kończy się. Chwili ciszy i zastanowienia – co podobało mnie się tam najbardziej? Nie lubię Korn, kocham Panterę. Ale to nie może być kluczem. Tym bardziej, że to nie składanka utworów wyżej wymienionych. To wizytówka HeadShot Five, który zaledwie sugeruje swoje inspiracje, szukając własnego brzmienia. Zespół w czterech zaprezentowanych utworach trafnie zawarł (pewnie nie wszystko) to, co ma do powiedzenia lub co chciałby swoją muzyką powiedzieć. Efekt? Wracam do tego materiału bardzo często, odnajdując kolejne smaczki i coraz bardziej doceniając wokal. Czy chce się więcej? Zdecydowanie. Szczególnie tego, co zadziało się w kawałku Into the Storm. A to, że o ile mi wiadomo HeadShot Five planuje zrobić klip do tego właśnie utworu przyjmuję za dobrą wróżbę.

Nowe wydawnictwo HeadShot Five warte jest poświęcenia mu czasu – tym bardziej, że dostępne jest w całości m.in. na oficjalnym kanale Youtube zespołu oraz w serwisach streamingowych. „Idźcie tą drogą” – chce się powiedzieć zespołowi. Jedyna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to ten zaśpiew a`la Jonathan Davis. Niezależnie od tego czy jest się fanem Korn, czy też nie – chyba aż nazbyt się kojarzy a szkoda tak dużego potencjału, by na starcie zespół miał być szkodliwe klasyfikowany jako polska kalka powyższego. Jeszcze więcej HeadShot Five w HeadShot Five i do przodu. Bardzo dobry materiał. Gratulacje i czekamy na więcej.

Ocena: 9/10

 

 

Tagi: , , , , .