Hedone – “Rare 92 – 20” (2020)

GAD Records przygotowało nie lada gratkę dla tych, którzy interesują się historią polskiej muzyki elektroniczno-industrialnej i alternatywnej. Twórczości
Hedone nie da się oczywiście łatwo wrzucić do jakiejkolwiek szufladki, bo nader często muzyka formacji przeobrażała się stylistycznie, czego dowodem jest też kompilacja Rare 92-20. No i warto zaznaczyć, że jeśli mamy do czynienia z historią, to jednak żywą – premierowy numer What Dickens Says About Loneliness, podany w electro-popowej rozmarzonej konwencji, świadczy o tym, że formacja wciąż ma coś ciekawego do przekazania.

Zamieszczone w książeczce wspominkowe historie pozwalają się zaznajomić z kolejami losu założonej w Łodzi przez Macieja Werka kapeli i uświadomić sobie jej swoistość i wyjątkowość. Każdy zresztą, kto u zarania lat 90. próbował działać na podobnej niwie (jak przypominane też na naszych łamach Agressiva 69 i Wieloryb), był skazany na pewną niszę i brak jednoznacznie komercyjnych sukcesów. Może gdyby Hedone płynął na falach popularności poszczególnych elektronicznych nurtów, ułatwiałby sobie sprawę i wbił się śmielej w świadomość mas? Wydaje się jednak, że pewna artystyczna niepokorność Macieja, pozwoliła zachować formacji odrębność. Zresztą niniejsza kompilacja, zawierająca różne zapomniane, niepublikowane numery, też jest świadectwem odwagi. O ileż bowiem prościej byłoby się przypomnieć ewidentnym i typowym The Best Off.

Zaczynamy retrospektywne wojaże od chłodnych, marszowych, z perspektywy dzisiejszych czasów nieco już trącących myszką, elektronicznych wygibasów (numery z pierwszego demo) przyprawionych jednak pewną dawką klimatu, jakby dungeon synthowymi patentami. Z biegiem czasu w twórczości Hedone pojawiają się też i rockowe elementy, wyrazistsza, bardziej uniwersalna forma. Mamy tu i electro-popowe klimaty późnego Depeche Mode, jak i drum’n’basowe, połamane rytmy. Romantyzm żeni się w tych numerach z agresywnością, płodząc dzieci nie zawsze piękne, ale przynajmniej własne, z krwi i kości. Maciej Werk brał z różnych stylistyk co chciał, jednocześnie nie zważając na konwenanse. Historia zespołu przebiega od industrialnej fabryki pełnej maszyn, po dekadencką kawiarnię dla nieprzystosowanych do modnych czasów. Propozycja formacji ciążyła ewidentnie w latach 2000. w kierunku spokojniejszych, rozmarzonych, onirycznych klimatów, z częstszym wykorzystaniem żywych instrumentów. Nie oznacza to bynajmniej pójścia na jakieś komercyjne kompromisy – Werk nie sili się w swej twórczości na radiowe ukłony. Sami zresztą możecie posłuchać.

Czy ten historyczny miszmasz ma w sobie jeszcze moc? Tak, nawet sporo. Może podobać się agresywne, “kradnące” partię perkusyjną Nirvany Drums. Może wciągać lekko niepokojący klimat To Madness i Zapachu, podane z nieoczywistą przebojowością. Kto woli bardziej popowe podejście, temu przypadnie do gustu choćby Piggy Movement, albo zaskakujący jak na stylistykę pozostałych numerów Jezu (z refrenem trawestującym urokliwą, pogrzebową pieśń, którą wielu z nas również wykonywało nad tą czy inną mogiłą).

Co by nie mówić, nie jest to muzyka i liryka tworzona na pokaz czy z założeń biznesowych. Kto pragnie dołączyć do swej kolekcji płytę dokumentującą ważne zjawisko na rodzimej scenie alternatywnej, ten nie może szczędzić srebrników. Ciekawostka, retrospektywna podróż dla miłośników dźwięków nieoczywistych, a przy okazji dość różnorodny muzyczny zestaw, który niekoniecznie zostanie zaakceptowany przez wszystkich w całości.

ocena: 7/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .