Hekate – “Totentanz” (2018)

Hekate, podobnie jak wiele innych kapel, które wyłoniły się z niemieckiej ziemi na przełomie lat 80. i 90., ma do wykonywanej przez siebie awangardowej muzyki dość specyficzne podejście – łączy nowoczesną klasykę z instrumentami dawnymi oraz różnymi językami i brzmieniami, uderzającymi w bardziej folkowe elementy mrocznych brzmień. Nie ulega wątpliwości, że Hekate nie miało – ani też nie ma zamiaru – być projektem rodem z ram „easy listening”. Wiele elementów ich twórczości uderza słuchacza dopiero po kilkukrotnym zetknięciu się z materiałem czy też połączeniu warstwy instrumentalnej z tekstową.

Pod tym względem „Totentanz” jest zatem kontynuacją myśli przewodniej, wiodącej Hekate przez kolejne albumy. Na wydanej w tym roku płycie jednak to właśnie te neofolkowe skojarzenia zajmują szczególnie ważną pozycję w koncepcji całości. Główna linia melodyczna, oparta na gitarach akustycznych i uzupełniona o tradycyjne instrumenty, prowadzi przez pierwszą część albumu aż do utworu tytułowego, by w części końcowej przejść w ambientowe skojarzenia. Te szczególnie aktywne są w „Spring of Life”, w którym neoklasyka w wykonaniu Hekate otrzymuje nową, mniej pretensjonalną twarz.

Otwierający całość „The Old King” jest zdecydowanie kawałkiem rozkręcającym się niespiesznie, co jednak zdecydowanie sprzyja budowaniu nastrojowi. Utwór rozpoczyna się folkowymi akcentami, po dłuższym intrze rozpoczyna akustyczną przygodę, również z wokalem, szczególnie tutaj bardzo przypominającym Ulver z czasów „Shadows of the Sun”. A to dobrze. Nawet bardzo dobrze. Bo właśnie dzięki temu i sporadycznemu wykorzystaniu kolejnych instrumentów Hekate łamie dość jednostajną strukturę, jaką bez nich przybrałyby poszczególne utwory. Ta myśl kontynuowana jest również na „Lost and Broken”, „Luzifer Morgenstern” czy „Mondnacht”; w tym ostatnim przypadku jednak (a przy okazji w pierwszym utworze niemieckojęzycznym) na pierwszy plan wysuwa się instrumentarium, a klimatyczna melorecytacja dodatkowo podkreśla jego unikatowość.

Mottem Hekate mogłoby być więc to, że diabeł tkwi w szczegółach, tak dzieje się bowiem w „Ascension Day” i pełnym eterycznej melancholii, a zarazem silnie skoncentrowanym na rytmice „Embrace the Light”. Co było do przewidzenia, na uwagę zasługuje także utwór tytułowy, przypominający nieco Goethes Erben z ery „Menschenstille” – a to wszystko za sprawą bardzo teatralnej i wystylizowanej intonacji Susanne Grosche.

Znacie to uczucie, kiedy siedzi się przy ognisku z grupą znajomych i jedni wolą opowiadać straszne historie, a drudzy deklamować Baudelaira, ale i tak wszyscy dobrze się bawicie? Takie niezwykle atmosferyczne i harmonijne, folko-podobne i pełne wyrazu podejście do muzyki sprawia, że „Totentanz” jest albumem skomponowanym z niezwykłą klasą i elegancją. Zapoznanie się z zawartością nowego albumu Niemców zalecane.

8.5/10

Alicja Sułkowska

Alicja Sułkowska

Wyrośnięty wampir emocjonalny o wątpliwym guście muzycznym.
Alicja Sułkowska

Latest posts by Alicja Sułkowska (see all)

Tagi: , , , , , , .