HexHorn – „Before The End” (2019)

Pamiętam jak niecałe trzy lata temu pozamiatał mną debiut Hexhorn, zespół ze stolicy Górnego Śląska. Miałem przyjemność napisania o nim w Onetowym Metal Maxie nr 36. Również mój redakcyjny kolega Tomasz mocno chwalił wydawnictwo Waking Of Death. Była to płyta, do której nad wyraz często wracałem, a w obecnym natłoku muzyki  wydaje mi się, że to niezbyt oczywista sytuacja.

Tak więc z automatu byłem arcyciekawy co chłopaki wykombinowali na nowej płycie. I oto pod koniec  stycznia bieżącego roku ukazał się singiel Craftsman Of Guts oraz detale nowego pełniaka Before The End, który na świat wyszedł nakładem Mara Productions. I zaraz postaram się Wam opowiedzieć nieco więcej o tym wydawnictwie.

Po odpaleniu płyty miałem wrażenie, że tłocznia zrobiła psikusa i pomyliła muzykę z inną kapelą, bowiem „na dzień dobry” wjeżdżają niemiłosiernie tnące jak brzytwa gitary z black metalową motoryką i perkusyjne blasty. Jedynie partie wokalne przypominały mi manierę Krzyśka Chatysa. Poza tym Woodcarver jest bardzo ciekawie skonstruowanym utworem, szybkie partie są zgrabnie poprzeplatane melodiami w wolniejszym tempie, co powoduje 100% skupienia podczas odsłuchu. Singlowy Craftman of Guts zdecydowanie bardziej przypomina „stare” oblicze zespołu, ale i pomimo średniego tempa utworu są momenty, kiedy zarówno pałker, jak i gitarzysta dają popisy swoich możliwości. Up On The Scafold to muzycznie kawałek podobny do otwierającego ów krążek, gitarowo-perkusyjny galop z kilkoma zwolnieniami, który daje słuchaczowi naprawdę intensywnie przeżyte 3 minuty. Zresztą ta konstrukcja jest powielana nie raz, ale tylko w niektórych utworach powoduje, że jestem w stanie wyróżnić ten utwór ponad inny. Również tytułowy Before The End zasługuje na wzmiankę, przede wszystkim za solówki, jakimi gitarzyści uatrakcyjnili ten utwór.

Jak na moje „ucho”, to płyta ma jedną zasadniczą wadę. Otóż im „dalej w las”, tym utwory stają się bardzo przewidywalne, brakuje im nuty szaleństwa, żeby mnie – słuchacza – czymś zaskoczyć. Całość psuje ścieżka perkusji i jej marszowy styl grania, który jest kopiowany wielokrotnie w każdym utworze. Muszę przyznać, że nad partiami gitar, jak i brutalnie brzmiącym wokalem mocno się napracowano, a perkusja została potraktowana po macoszemu. A szkoda.

Poza tym wydawnictwo należy pochwalić za dwie rzeczy: świetną produkcję – naturalne brzmienie bez zbędnych efektów to jest to, co cenię bardzo wysoko, idealnie ustawiona linia basu i chropowaty wokal. Drugą pochwałę ślę za koncept graficzny digipaka wraz z layoutem w booklecie. To jedno z ładniejszych digipaków, jakie widziałem w ostatnim czasie.

To tylko dobra płyta. Szkoda, że nie udało się utrzymać efektu wow na całym krążku. Ale wierzę, że mądrze ułożona koncertowa setlista wraz z utworami z Waking Of Death odpowiednio zadowoli zgromadzoną publikę przed sceną w klubie.

Ocena: 7/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .