Hot’n’Nasty – “Dirt” (2018)

Łatwo, zwłaszcza na europejskim gruncie, strywializować blues rockową formę, odrzeć ją z głębi i naturalności, przemianować na biesiadne tło różnych spędów pod chmurką, gdzie kiełbasa z grilla i pienisty napój stają się ważniejsze od tego, co słychać w głośnikach. Na szczęście płyta, którą przyszło mi recenzować jest dowodem na to, że można w tej konwencji nagrywać piosenki podane z szacunkiem dla amerykańskich korzeni, a jednocześnie absorbujące uwagę słuchacza, chwytliwe i zagrane z wyczuciem. Ciężej się Europejczykom mierzyć w tej konkurencji, wszak nie wyssaliśmy z mlekiem matki tęsknoty za widokiem bezkresnych pól bawełny, a „księżycowy” burbon niekoniecznie od młodych lat stanowi nasz codzienny napitek. Tym większe brawa dla Niemców z Hot’n’Nasty, że nie udając niczego, udało im się nagrać płytę, która brzmi jak z południa Stanów.

Już dzięki pierwszym dźwiękom instrumentalnego Daylight, w których słyszymy cykady na prerii i leniwe dźwięki gitary, możemy złapać odpowiedni klimat. I nic na albumie Dirt nie dzieje się przypadkowo – muzycy doskonale czują bluesową formę, wzbogacając ją wprawnie o elementy rocka, country i folku. Kapela nie boi się mocniejszych dźwięków – zaczyn jest tu zazwyczaj bluesowy, ale moc w niektórych przypadkach nawet hard rockowa (jak w Shake The Devil`s Hand albo Real Thing). Udaje się jednak połączyć w naturalny sposób niewymuszony feeling i siłę gitarowych riffów, której wtóruje solidna sekcja. Fani The Allman Brothers Band, Lynyrd Skynyrd, The Jeff Healey Band czy wczesnego ZZ Top (by wymienić najbardziej oczywiste porównania) powinni być zadowoleni. Somewhere, Somehow, Someday czy Take A Ride przyjemnie was ożywią i rozbujają, a rock’n’rollowy Go To The Woman poderwie nogi do tańca.

Ale Hot’n’Nasty nie wchodzi do gry tylko z jedną, muzyczną parą asów, ale dzięki umiejętnemu budowaniu nastroju dokłada kolejną, kładąc na stół pokerową karetę. Niemcy potrafią się odnaleźć także w kompozycjach spokojniejszych, wymagających namysłu i przynoszących bluesowy oddech. Najlepszym tego przykładem rozbudowana kompozycja It`s Only Money, gdzie udaje się zachować pewną dramaturgię i przywołać amerykański klimat. Nastrojowa ballada Almost Like You`re Here i umiejętnie łącząca w sobie nostalgię oraz moc kompozycja So Much Better Than This to także wielkie atuty albumu, podobnie jak mój faworyt, kawałek Drifting, gdzie dźwięki gitary slide i drumla doskonale się sprawdzają.

Lekko zachrypnięty, szlachetny i głęboki głos Roberta Collinsa, świetna współpraca sekcji rytmicznej w postaci Jacoba Müllera i Dominique’a Ehlerta, wreszcie kapitalny wachlarz gitarowych dźwięków serwowanych przez Malte Trebscha (od hard rockowych, nośnych riffów, poprzez podane z wdziękiem solówki, po delikatne, folkowe zagrywki) – to wszystko mocne punkty albumu Dirt, łączące się w bardzo spójną całość. Porywające jak najlepsze dokonania mistrzów? Nawet jeśli nie, to najnowszą płytę zespołu Hot’n’Nasty można postawić na półce tuż obok dokonań tuzów. Fani blues rockowego grania przegapić tego nie mogą!

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .