Humanity Delete – “Werewolves In The Iron Sky” (2018)

Rogga Johansson to szwedzki weteran sceny death metalowej, który chyba nie ma czasu nawet na oddychanie. Źródła podają, że facet w swoim życiu udzielał się (i udziela nadal) w prawie czterdziestu zespołach, z czego za cztery projekty odpowiada sam. Jednym z nich jest Humanity Delete, który pod koniec ubiegłego roku wydał trzeci już album, pod szyldem meksykańskiej Iron, Blood and Death Corporation. Wciąż pozostaje dla mnie zagadką, jak niektórzy odnajdują się w takim nawale twórczej pracy, grunt, że możemy cieszyć się kawałem porządnego death metalu.

Pierwsze dźwięki Werewolves In The Iron Sky nie pozostawiają wątpliwości, skąd gość się wziął. Szwecja, Szwecja i jeszcze raz typowy death metal, przefiltrowany przez punkowy brud i stary heavy metal. Skoczne tempa, charakterystyczne riffy, brudny, zachrypnięty i nieco bulgotliwy wokal, wszystko z czym ten kraj się kojarzy. Johansson nawiązuje bardzo mocno w swej twórczości do takich legend jak Grave, Entombed z przełomu wieków, czy (może nawet najbardziej) Bloodbath. Są melodie, są zmiany temp, są melodyjne solówki (choć nie za często), jest dużo punk rocka (kapitalny, melodyjny Conjure The Moon). I to właściwie wszystko, bo obcych naleciałości w zasadzie brak. Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo kto chce, ten dopatrzy się wpływów paru kapel z Wielkiej Brytanii, ale pozostaje pytanie, skąd brytyjski death się wziął. Fajnie wychodzą wolniejsze fragmenty, z których zalatuje melodyjnym death’n’rollem (Fur), zaś w szybszych momentach słychać pokłony dla Dismember. Wielkiego pędu tu nie uświadczymy, Szwed bardziej stawia na galopady i atakowanie riffami niż na opętane tempa.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Humanity Delete powstało, by stać się szwedzkim death metalem w pigułce. Johansson zaczynał swoją przygodę z muzyką na przełomie wieków, słychać wyraźnie, na czym się wychował i czym żyje na co dzień. Wziął wszystkie najważniejsze składowe metalu śmierci swojej ojczyzny, rozłożył je na czynniki pierwsze i pokleił na nowo według znanych wzorców. W efekcie nie znajdziemy na Werewolves In The Iron Sky nawet jednej nutki, której wcześniej nie słyszeliśmy, ale nie zmienia to faktu, że płyty słucha się kapitalnie. Muzyka Humanity Delete jest bardzo mocno zakotwiczona w środowisku, z którego wyrosła i nie stara się wyważać otwartych drzwi. To po prostu stuprocentowa kwintesencja szwedzkiej szkoły, coś, co znamy na wylot, słyszeliśmy milion razy, a mimo to nadal dobrze smakuje. Od maniaka, dla maniaków.

 

Ocena: 7,5/10

 

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , , , .