Hyrgal – „Serpentine” (2017)

Nieraz wspominałem, że od jakiegoś czasu Francja melodyjnym blackiem stoi. Dawno temu zachwycałem się solowymi projektami Norman Shores czy Obscurite. Dziś natomiast opowiem o niezbyt jeszcze znanym projekcie Hyrgal.

Na pierwszy rzut oka projekt ten, w którym udział bierze czworo muzyków, nijak się ma do wspomnianych wcześniej solowych idei szanownego Pana Foga. Po pierwsze, Hyrgal to zespół pełną gębą, taki z gitarzystą, perkusistą i basistą. Po drugie, muzyka Hyrgala nie jest ani trochę ambientowa, tantryczna czy monotonna. Mimo to jest coś, co łączy muzykę z kraju ślimaków i żabich udek. To nastrój kojarzący mi się z normandzkimi klifami w deszczowy jesienny wieczór.

Debiutancki album Hyrgala wydał niemiecki Naturmacht Productions w roku 2017. Album trwa trzydzieści sześć minut i zawiera siedem utrzymanych w jednym klimacie utworów. We wszystkich (poza przedostatnim Rite) kawałkach prym wiedzie growlujący po francusku Klemes Flandrois. Jego wokal jest mocny i niezbyt przesterowany, co czyni go zasadniczym i czytelnym elementem każdego utworu. Pozostałe instrumenty tworzą raczej tło dla popisów wokalisty, partie zwłaszcza gitar są mocno rozmyte i przesterowane. A wraz z monotonną, choć szybką partią wioseł stanowią szczelną ścianę dźwięku, kotarę, przed którą stoi wokalista. Zabieg ten znany choćby z Hvis Lyset Tar Oss jest stary jak świat, ale mnie zawsze przypada do gustu i z pewnością mogę powiedzieć, że taki black metal to ja lubię. Podoba mi się także liryczny i nastrojowy wstęp do albumu w postaci utworu L’appel, w którym przewodnią rolę posiadły syntetycznie przerobione instrumenty smyczkowe, oczywisty szum morza i dźwięk ulewy. Najmniej za to podoba mi się utwór przedostatni – przerywnik i oddech przed grande finale, który poza podtrzymaniem mrocznego i nieco tajemniczego klimatu płyty nie wnosi do niej zbyt wiele. Na szczęście to tylko minuta, która mija dość szybko w oczekiwaniu na ostatni Etrusca Disciplina.

Albumu słucha się bardzo przyjemnie. Pomimo faktu, że jest to black metal na pełnej, muzycy nie zapomnieli o ciekawych i z pewnością nie prostych liniach melodycznych, w których z każdym przesłuchaniem dosłuchać się można czegoś nowego. Podobnie klimat na płycie jest zaznaczony wyraźnie i można by rzec, że klasyczny dla gatunku, a mimo to łatwo zgadnąć, skąd pochodzą muzycy.

Poza splitem sprzed lat dziesięciu jest to jak na razie jedyne wydawnictwo Hyrgala. Mam  jednak nadzieję, że na kolejny ich krążek nie każą czekać dekady, i że będzie to dzieło nieco dłuższe niż Serpentine. Tak, żebym mógł się nim w pełni nacieszyć.

Ocena 8,0/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , .