Ichor – “Hadal Ascending” (2018)

Jeżeli połączymy Niemcy, grudzień  ubiegłego roku, tematykę lovecraftowską i death metal, jaka płyta pierwsza przyjdzie wam do głów? Tak, ja też na początku pomyślałbym o fenomenalnym Sulphur Aeon. Jednak nie o nich dzisiaj, a o mniej znanym, słabiej promowanym i dłużej działającym Ichor oraz ich najnowszym, czwartym longplayu.

Hadal Ascending to miks death metalu z metalcorem. Połączenie takie może powodować spore wątpliwości (co prawdopodobnie jest też przyczyną niewielkiej rozpoznawalności zespołu), niemniej Niemcom udało się zmiksować to sensownie. Album został wydany w kolaboracji Unholy Conspiracy Deathwork oraz WOOAAARGH, zawiera dziesięć utworów i trwa niespełna trzy kwadranse.

Oczywiste porównanie mamy już z głowy, możemy więc skupić się na muzyce. Przyznać też muszę, że jakoś nie zdarzyło mi się wcześniej z Ichor spotkać, choć samą nazwę i logo kojarzę. Spodziewałbym się po nim bardziej brutalno/technicznego podejścia do ekstremy, Hadal Ascending natomiast jest, przynajmniej na początku, dość spokojny i nastawiony na melodie. Tempa nie przyśpieszają pracy serca, choć jeszcze nie wypadałoby nazwać ich doomowymi. Tu i ówdzie pojawi się mniejsze bądź większe ożywienie (bardzo metalcore’owy breakdown, średnio zresztą pasujący do podkładu, na Tales From The Depths czy też A Glowing In The Dark z większą ilością czerni), niemniej odniosłem wrażenie, że pierwsza połowa płyty jest zgoła balladowa. Postawiono tu raczej na melodyjność i klimaty rytualne, choć rytualność ta jest raczej dodatkowym smaczkiem, niż integralną częścią.

Zmienia się to wraz z nastaniem drugiej połowy płyty. Stopniowo Hadal Ascending robi się coraz bardziej agresywne i energiczne, coraz więcej się tam dzieje. Black Dragons przynosi sporą, w kontekście wcześniejszych utworów, dawkę death metalu oraz całkiem bujające riffy, The March potrafi być przebojowy a Children of the Sea zaprzęga do roboty dużo zgrabnych elementów -core’owych. Nie ukrywam, że ta część płyty bardziej mi się podoba, zarówno przez większą ilość akcji, jak i miłe zróżnicowanie numerów (bardzo przyjemne napięcie na Architect of the Portal). Całość kończy się wracającym w lżejszy styl Conquering the Stars, na którym metalcore’owe zagrywki dla odmiany są lekko irytujące.

Muzyka podana jest w sposób bardzo czytelny i całkiem popularny. Dźwięki są czytelne (na mój gust przydałoby się więcej szlamu) i ładne, tak, jak Hertz Studio już nas przyzwyczaiło. Z drugiej strony, produkcji i muzykom brakuje osobowości. Wszystko jest sprawne, ale niespecjalnie się wyróżnia.

Choć mój gust wymaga nieco mocniejszych doznań, trzeba przyznać że Ichor nagrał porządną płytę. Sam sporo bym w niej zmienił (chociażby takie szczegóły jak szyk utworów), niemniej nie mogę zaprzeczyć jej całkiem dobrej jakości. Myślę, że fani Behemothowego Evangelion będą bardzo zadowoleni.

Ichor na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .