Ikonodrama – „Etched In The Spirit” (2020)

Mam słabość do niemodnej muzyki i jakiś wewnętrzy odruch obronny względem powszechnie lubianych kapel – z automatu bywam sceptyczny. Dlatego często zagłębiam się w propozycje zespołów mi nieznanych z nadzieją natrafienia na perełkę. Oczywiście nie jest możliwym przesłuchanie każdej nowości, więc tu stawiam na własne przeczucie. To przeczucie kazało mi pochylić się nad debiutem zespołu Ikonodrama, który jest zatytułowany Etched In the Spirit i wydany przez Lynx Music.

Ikonodrama jest jednoosobowym projektem Dominika Burzyma. Gościnnie udzielają się jedynie dwie osoby, które pomagają mu w kwestii lirycznej – Zdzisław Zabierzewski i Tomasz Bartosik. Burzym wziął na siebie pełne, rozbudowane instrumentarium muzyczne: gitary, perkusję, bas, wokal, a także rozpisanie orkiestracji. Ogrom pracy włożonej w ten album przez autora mnie wręcz przeraża, ale niech przemówią dźwięki, a nie cyfry.

Mam wrażenie, iż do zrozumienia Etched in the Spirit kluczowym aspektem może być miłość do muzyki klimatycznej z lat 90. Wielokrotnie w moich tekstach odnosiłem się z wielkim uwielbieniem do tego okresu w muzyce metalowej, zatem debiut  jakby pozostawił mnie bez szans. Album, pozostając aktualny brzmieniowo, silnie nawiązuje w moim uznaniu do boomu muzyki atmosferycznej, jaki miał miejsce prawie 30 lat temu, mam nadzieję, że nie urażę tymi stwierdzeniami głównego kompozytora, ale właśnie tak czuję.

Etched in the Spirit to mieszanka wielu stylów. Mamy tu do czynienia z dużą ilością melodii, która przeplata się z agresywniejszymi partiami, zbudowanymi na rasowych thrashowych riffach, a czasami nawet wpada w prędkość blastu. Sam szkielet, surowe konstrukcje utworów niewątpliwie mają w sobie sporo ciężaru, ale na nie nałożone są wszędobylskie partie symfoniczne, nadające całości podniosłego klimatu. Nad tym wszystkim góruje i prowadzi nas przez mnogość dźwięku melodyjny wokal Burzyma, który nie zapędza się w żadnym momencie w growle czy krzyki. Melodie zawarte w partiach wokalnych ubrane są w lekką melancholię, przez co przypominają mi zespół In the Woods z czasów Omnio i Strange in Stereo, które bardzo sobie cenię i zawsze uważałem za wyjątkowe. Cieszy mnie też bardzo, że pomimo takiej ilości orkiestracji, Etched in teh Spirit nie wpada w pompatyczne, śmiesznawe rejony firmowane nazwami takimi jak choćby Rhapsody czy kiedyś wielki Therion. Etched in the Spirit jest albumem dostojnym i dojrzałym, ciekawym i rozbudowanym, a na pewno cholernie nietrafionym w obecne trendy dominujące na scenie. Dla mnie to zaleta i liczę, iż takich ludzi jak ja jest więcej, oby dotarł do jak największego grona.

Ocena: 8.5/10

Ikonodrama na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .