Imha Tarikat – “Kara Ihlas” (2019)

Uważam się za człowieka tolerancyjnego, dopóki nikt nie narzuca mi swojego stylu życia, religii, preferencji seksualnych i tak dalej. Nie patrząc na fakt, że wielu zachowań w dzisiejszym świecie najzwyczajniej nie rozumiem, to staram się akceptować je, szczególnie, gdy dotyczą one kultury i artystów. Tym samym, gdy mam okazję recenzować wydawnictwo, którego twórcy to niemieccy Turcy, wplatający w swoje teksty inspiracje, zaczerpnięte z Koranu, nie przechodzi mi przez myśl wszczynanie krucjaty przeciw muzyce.

Znacie już islamistyczny motyw przewodni, czas uchylić rąbka tajemnicy i odkryć przed Wami duet Imha Tarikat z ich debiutanckim krążkiem Kara Ihlas. Europejski zespół, którego korzenie zapuszczone są głęboko w tradycję Bliskiego Wschodu? Po takim połączeniu spodziewałbym się wykorzystania całego arsenału dostępnych tradycyjnych instrumentów arabskich i tureckich. Duet z Niemiec zadziwia, swoje inspiracje wplatając jedynie w teksty utworów. Muzycznie zaś swą twórczość opiera na gatunku, który często stoi po drugiej stronie barykady w narodowych sporach. Black metal jako artystyczna forma przekazu w tym przypadku jest dość ciekawym wyborem. Łamanie stereotypów i przekraczanie granic wychodzi Imha Tarikat całkiem nieźle.

Pytanie, które od początku zapoznawania się z Kara Ihlas mnie nurtowało, to czy uda się kapeli wyjść obronną ręką z tak odważnego zabiegu, jakim jest zderzenie naprzeciwległych światów na polu ośmiu kompozycji? Niewątpliwie duet osiągnął swój zamierzony cel, wypuszczając w świat album, który przyciąga niczym nieznana ciekawostka, bowiem nieczęsto słyszy się o podobnych rozwiązaniach. Brzmieniowo nie można zbyt wiele Imha Tarikat zarzucić. To co razi, to może swoista monotonia i powtarzalność, która przedziera się przez niewiele ponad czterdzieści minut muzyki na płycie. Stylistycznie Kara Ihlas jest oparta na znanych i lubianych rozwiązaniach norweskich, zatem zwolennicy takich klasyków, jak Darkthrone czy Aura Noir, powinni odnaleźć tutaj coś dla siebie. Black metal okraszony jest tu gdzieniegdzie riffami i solówkami, które sugerują wpływy thrashu i speed metalu, co nadaje płycie dobrze płynącego tempa. Na plus wypada też wokal. Manifestując swoje przekonania, gardłowy robi to w pasującym do całości stylu. Warto również zwrócić uwagę na sekcję rytmiczną, która zwykle stanowi przecież trzon kapeli. Dzięki udanej produkcji albumu, gitara basowa często wychodzi na czoło razem z elektrykami, a nie stanowi tylko bezbarwnego tła.

Jednak pomimo tych pochwał, trzeba przyznać, że czterdziestominutowy materiał, zarejestrowany na Kara Ihlas, to momentami droga przez mękę. Czas płynie wolniej przy tym krążku, a niektóre motywy są rozwlekane w nieskończoność, powtarzane w kółko bez większego sensu i pomysłu. Do tego ubolewam wielce nad brakiem instrumentów tradycyjnych, o czym już wcześniej wspominałem. Te słabsze elementy wpływają na niekorzystny wizerunek płyty, na której od czasu do czasu wieje nudą. Kiedy robisz album, który przez niektóre środowiska może być uznany za kontrowersyjny, to idź na całość i eksperymentuj, baw się motywami i stylami, by jednocześnie osiągnąć wyżyny międzykulturowych możliwości.

W ostatecznym rozrachunku pozytywy przyćmiewają negatywy, a debiutancki placek Imha Tarikat zasługuje, by jeszcze raz zakręcił się w odtwarzaczu. Nie jest to album, który na długo zapada w pamięć. Przez swoje tradycyjne i oklepane brzmienie raczej traktować go należy jak przyjemny wypełniacz przestrzeni. Poszukujący wrażeń słuchacz pewnie przejdzie obok Kara Ihlas obojętnie. Uważam jednak, że warto dać Turkom szansę, choćby ze względu na fakt, że nie na co dzień słucha się inspirowanego Koranem black metalu.

Ocena: 6/10

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , .