Imperial Sin – “Ritual Murder” (2018)

Mawia się, że losem rządzą przypadki i tak przypadkowo zawędrowałem do debiutanckiego albumu Imperial Sin, zatytułowanego Ritual Murder. Jest to dopiero drugi materiał zespołu w dziesięcioletniej karierze, co jest dosyć zaskakujące. Imperial wydał wcześniej tylko demo w 2011 roku zatytułowane Empty Faces, więc mimo że zespół istnieje już długo – nadal pozostaje na rynku debiutantem.

Płyta od razu przypadła mi do gustu wizualnie. Odpowiedzialny za layout książeczki Mariusz Harasymów w dosyć ascetyczny sposób osiągnął interesujący efekt (świetne rysunki). Za logo zespołu z kolei odpowiada rozchwytywany Michał „Xaay” Lorenc, którego nazwiska nie trzeba już przedstawiać.

Brzmieniowo płyta wypada solidnie. Ścieżki nagrano w dwóch miejscach – No Fear Records i Rob-Sonic Records. W tym drugim dokonano też mixu i masteringu, pod którymi nazwiskiem podpisał się Robert Wrożyna. Materiał brzmi nowocześnie, ale nie jest przesadnie „upchany” i „przewalony” co ostatnio jest częstym zabiegiem, i czego osobiście nie znoszę. Master dobrany jest ze smakiem, waży, drapie i daje moc, przy jednoczesnym nie męczeniu narządu słuchu.

Muzycznie Imperial Sin jest trudny do klasyfikacji. Niewątpliwie jest to mieszanka black i death metalu. Do tego należy dodać spory wpływ mniej mrocznego nowoczesnego grania. Rezultat jest intrygujący, tym bardziej że zdarza się, że sąsiadują ze sobą motywy na pozór do siebie nie pasujące, jak na przykład black metalowe riffy wymieniające się z riffem, którego nie powstydziłby się Korn (Vision of Truth). Zabieg ten wykonany w nieumiejętny sposób mógłby stać się kompletną żenadą, a tu żre jak należy. Klimat też podbijają mroczne sample.

Opisując muzykę zawartą na Ritual Murder, nie mogę nie wspomnieć o skojarzeniach z Dimmu Borgir. Od pierwszych dźwięków intra When Everything Ends konotacja ta przewija się przez cały album. Duży wpływ może mieć w tym wypadku głos wokalisty Rafała Onopiaka, który nie dość, że ma podobną barwę skrzeku to co jakiś czas stosuje melorecytacje, brzmiące bardzo Shagrath’owo. Czasami słyszę w wokalu również coś z brzmienia Athery, byłego śpiewaka Susperia. Nie jest to oczywiście zarzut, tylko skojarzenie.

Na wyróżnienie w mojej opinii zasługuje praca gitarowego Karola Lercha, który samodzielnie niesie ciężar wiosłowania w Imperial Sin. Riffy są skuteczne, często proste, rwane i konkretne, by potem zabić świetną harmonią lub bardziej skomplikowaną partią. Wszystkie są cholernie precyzyjne i dobrze wbite. Podobają mi się również wszystkie klimatyczne wgrywki i sola, które pojawiają się tam, gdzie być powinny, i nie są wciskane w każdy kawałek na siłę.

Ritual Murder niewątpliwie jest jedną z jaśniejszych pozycji polskiego rynku ekstremalnego, zdominowanego od paru lat przez te same nazwy. Rytualne Morderstwo swoimi czterdziestoma minutami precyzyjnie zagranego black/death/modern metalu daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z profesjonalnym i zdeterminowanym zespołem, któremu życzę przebicia się przez sztucznie hype’owane załogi. Mam jednocześnie nadzieję, iż kapela zwiększy częstotliwość nagrywania płyt, gdyż nawet ja, uważając płytę za bardzo dobrą, mogę za siedem lat o zespole nie pamiętać.

8.666

Tagi: , , , , , , .