In Articulo Mortis – “Testament” (2016)

Tak naprawdę nie jest to nowy materiał – In Articulo Mortis zawiesił działalność w okolicach 1998 roku. W 2012 muzycy postanowili jednak wskrzesić zespół w celu nagrania albumu Testament, który jest symbolicznym zamknięciem pewnego etapu w muzycznym życiu członków grupy, a równocześnie hołdem dla black metalu i francuskiej sceny lat 90. ubiegłego wieku. Wszystkie kompozycje zawarte na tym longplayu powstały właśnie w tamtym okresie. Trzy z nich można usłyszeć na wydanym w 1995 roku demo Sombre Mélancolie, część nie była nigdy publikowana, a np. zamykający album utwór Diablo in amoren to jednocześnie pierwszy kawałek skomponowany przez zespół. Uściślając, album został nagrany na przełomie lat 2012 i 2013, ale fizycznie światło dzienne ujrzał dopiero w tym roku. Płyta została wydana w nakładzie 300 sztuk (!) i dostępna jest poprzez serwis Amazon.

Na albumie Testament usłyszymy 41 minut muzyki zawartej w ośmiu kompozycjach. Niecałe trzy kwadranse melodyjnego, momentami wręcz przebojowego black metalu, utrzymanego w zdecydowanej większości w średnim lub szybkim tempie. Nie należy go jednak mylić z tzw. black metalem symfonicznym. Wprawdzie usłyszymy klawisze, ale są one subtelne i częściej odgrywają partie np. pianina niż quasi-symfoniczne. Oprócz syntezatorów, na melodyjność kompozycji wpływają harmonijne, mile brzmiące dla ucha riffy, które równocześnie nie są pozbawione black metalowej agresji i jadu. Klimatu dodają estetyczne, wręcz rockowe solówki. Obok typowego black metalowego growlu, szerokie zastosowanie mają czyste partie wokalne czy to w formie solowej, czy chóralnej. Wszystkie te czynniki razem wzięte nadają muzyce Francuzów melancholijnej nuty.

Podobno aranżacje kompozycji zostały tylko nieznacznie zmienione podczas sesji nagraniowej. Jeśli tak było w rzeczywistości, to przyznaję, że materiał brzmi nadzwyczaj świeżo i nie chodzi mi tutaj o barwę, ale raczej o ogólny koncept muzyczny. Słuchając Testament, zastanawiam się, dlaczego kariera Paryżan nie potoczyła się podobną ścieżką, jak ich ówczesnych kolegów z Norwegii. Brak szczęścia, determinacji? W każdym razie cieszę się, że postanowili nagrać ten album, dzięki czemu mogę cieszyć uszy takimi dźwiękami.

Ocena 7/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , .