In The Name Of God – “We Are The War” (2017)

Thrash metal to gatunek, którego historia przypomina sinusoidę, jeśli brać pod uwagę ilość wzlotów i upadków tej odmiany ciężkiego grania. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tę stylistykę, w której liczy się szybkość połączona z ostrymi gitarami i ogólną agresją. Dla wielu jednak złota era thrashu skończyła się – nie, nie na Kill ‘Em All – no, dawno temu. Nic bardziej mylnego, bowiem fala thrashowej sinusoidy znów osiąga swój najwyższy punkt, między innymi za sprawą takich kapel, jak In The Name Of God. Zapowiem ich krótko: Wałbrzych, pięciu facetów, trzeci album.

Kapela w przyszłym roku obchodzić będzie swoje dziesięciolecie. Kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzał ich nowy krążek, zatytułowany We Are The War. Już od pierwszych dźwięków staje się jasnym, że nie mamy do czynienia z amatorami. Na pierwszy ogień idzie It’s Time To Hunt, który otwiera album potężnym ciosem w zęby. Na jaw wychodzi tu death metalowe zacięcie muzyków, utwór łączy w sobie agresję gitar z krzykliwym wokalem, a całość wzbogaca rytm bębnów, które w drugiej części numeru brzmią jak zrzynka z intro do Painkiller Judas Priest. Wałbrzyski kwintet zabiera nas na przejażdżkę przy najwyższych obrotach metalowego silnika. Jedziemy dalej, a tam Revenge zaskakuje zwolnieniem tempa na wstępie, które wraz z wejściem growlującego wokalu przyspiesza do konkretnego uderzenia. Little Boy to klasyczna thrashowa bomba z chórkiem „odpowiadającym” wokalowi, który opiera się nadal na głębokim wykrzykiwaniu swoich fraz. Dla mnie numerem jeden jest czwarty na liście Terror Games, którego otwarcie zajmuje połowę czasu przeznaczonego na tę kompozycję. Środek przynosi rozkręcenie akcji i przyspieszenie tempa, ale na uwagę zasługuje tu długie solo i zakończenie utworu. Terror Games świetnie buja, a nogi same chodzą w rytm muzyki. Najdłuższej, prawie dziewięciominutowej kompozycji pod tytułem Better Believe When Hell Comes To Us trzeba posłuchać samemu, gdyż tym numerem In The Name Of God chylą czoła klasycznej stylistyce death/thrash metalowej. Również Dark Days jest niezwykle ciekawym spojrzeniem na metal, w końcu do głosu dochodzi na chwilę bas, który rozpoczyna ten wielowątkowy kawałek. Świetna rzecz.

Słuchając płyty na myśl przychodzi mi szwedzka szkoła death metalu spod znaku Entombed czy Grave. Wałbrzyszanie jedną nogą siedzą głęboko w metalu z lat dziewięćdziesiątych, drugą jednak dryfują gdzieś w kierunku progresywnego metalu. Są momenty, w których chciałoby się pozmieniać nieco wokale, wyciąć trochę krzykliwych partii i zastąpić je świetnym growlem, z jakim spotykamy się we wszystkich ośmiu utworach na We Are The War. W tej podróży przewodnikiem są jednak gitary. To riffy, shredy, solówki i przejścia tworzą ten album. Nawet gdyby był to krążek instrumentalny, wciąż byłby to monumentalny przykład rewelacyjnej techniki gry. Cios za ciosem płyta szybko dobiega końca, a z powrotem na półkę wędruje w bardziej dostępne miejsce, bo nie wrócić do In The Name Of God za jakiś czas byłoby nie tylko błędem, ale i zwykłą głupotą.

Ocena: 8,5/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .