In The Woods… – “Pure” (2016)

Po 17 latach milczenia In The Woods… powracają z nowym albumem. W 1999 wydali płytę Strange in Stereo a rok później singiel Epitaph, który zwiastował zakończenie działalności zespołu. Wprawdzie w międzyczasie pojawiło się jeszcze wydawnictwo koncertowe oraz dwie kompilacje, z czego druga wydana w tym roku, składa się z trzech poprzednich albumów, to jednak dopiero wydanie przez Debemur Morti Productions opisywanej Pure, możemy chyba potraktować jako ten rzeczywisty powrót do żywych. Norwegowie zaczynali swoją działalność w 1991 roku jako black metalowa horda, lecz z upływem czasu ich muzyka ewoluowała w rejony szeroko pojętej muzyki progresywnej, co nie było zjawiskiem unikatowym na skandynawskiej scenie metalu ekstremalnego przełomu XX i XXI wieku.

Pure jest kontynuacją ścieżki obranej przez In The Woods… w pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia, czyli mamy do czynienia z dalszą eksploracją rejonów metalu i rocka progresywnego skupiających się raczej na budowaniu astralnej, metafizycznej atmosfery niż na technicznych popisach poszczególnych instrumentalistów. Album zawiera 10 utworów, składających się na prawie 70 minut muzyki. Muzyki wielowymiarowej, przestrzennej, opartej w dużym stopniu na mocnych, rockowych akordach, w które wplecione są cięższe riffy oraz akustyczne fragmenty. Między gitarowymi dźwiękami umieszczone są klawiszowe plamy, także Hammondy, nadające mistycznego, kosmicznego klimatu, który idealnie współgra z tekstami. Warto pochylić się nad warstwą liryczną, gdyż każdy utwór to oddzielna opowieść, przedstawiona w sposób odbiegający od schematu zwrotka-refren-zwrotka-refren-refren. Zaśpiewane są one czystymi partiami wokalnymi, w których dominują uczucia melancholii i żalu. Od czasu do czasu swoje trzy grosze dorzucają growle, ale ich rola ogranicza się do chwilowego wyrażenia ekspresji.

Niesamowite w tym albumie jest to, że słuchając go, nie odczułem w ogóle upływu czasu, a nawet więcej, miałem żal, że to już koniec. Najdłuższy na płycie, trwający ponad 10 minut, instrumentalny Transmission KRS uwodzi i hipnotyzuje. Słuchając go, czułem się jak strumień energii przemierzający bezkresny wszechświat. Mijałem gwiazdy, galaktyki, czarne dziury. I taka jest cała płyta. Działająca na wyobraźnię, malująca muzyką kosmiczne obrazy. Przy każdym kolejnym odsłuchu wyłapywałem nowe smaczki jak na przykład gitarowe zagrywki we wstępie do Blue Oceans Rise (Like a War). Może to wpływ panującej obecnie jesiennej aury, ale na tej płycie odnalazłem to, czego szukam w muzyce – emocje. I chociaż jestem pewien, że część tych dźwięków to ja już gdzieś słyszałem, to pomimo tego pozostaje pod dużym wrażeniem muzyki zaprezentowanej na Pure przez In The Woods…

Ocena 8,5/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .