Indesiderium – “Of Twilight and Evenfall…”(2018)

Wrzucając w odtwarzacz płyty wydane przez Satanath Records, doskonale wiem, czego się spodziewać – zawsze jest to szalona, ekstremalna jazda bez trzymanki, która do tej pory nigdy nie schodziła poniżej pewnego poziomu. Pod tym względem to, jak dobry jest ubiegłoroczny Of Twilight and Evenfall… autorstwa Indesiderium nie stanowi dla mnie żadnej niespodzianki. Duetowi z Ameryki udało się jednak kilka razy mnie zaskoczyć.

Ładunek furii, jaki udało się Amerykanom przemycić w pierwszych trzech utworach jest doprawdy zdumiewający. Wściekły jest na pewno Atrum Lorde, którego złość przejawia się zarówno w znakomitych gitarach, jak i przeraźliwym skrzeku, mimowolnie nasuwającym skojarzenia z Ariochem/Mortuusem znanym z Funeral Mist/Marduk. Szkoda jedynie, że skrzek ten odrobinę ginie pod wszystkimi instrumentami, mam nadzieję, że ten element zostanie dopracowany przy okazji kolejnego albumu zespołu. Co do bębniącego Mattiasa Snydera – brak mi słów. Gość katuje bębny jak gdyby postawił sobie za cel wypróbowanie na nich wszystkich sztuczek opisywanych w tekstach Cannibal Corpse. Apogeum straszliwego łomotu spuszczanego zestawowi perkusyjnemu następuje w Fallen into Shadow (choć finał Wrathcrown: One Final Victory niewiele mu ustępuje), podczas końcówki którego przyłapałem się na tym, że sam miałem ochotę spuścić komuś wpi…, to znaczy lanie. W przelewaniu emocji na słuchacza Indesiderium naprawdę nie ma sobie równych.

Po tak bezkompromisowym szaleństwie zespół spuszcza trochę z tonu i prezentuje bardziej melodyjne podejście do black metalu. Nie oznacza to, że nagle duet zaczyna grać łagodnie, do końca nadal jest brutalnie, jednak czasami zostaniemy zaskoczeni zwolnieniem tempa (niemalże marszowy The Conqueror’s Return, również znacznie wolniejszy od reszty Lightless Star: Transcending Into Chasm) czy zdecydowanie zbyt piękną jak na tak brutalny black metal solówką (tutaj najbardziej przed szereg wychodzą te z The Conqueror’s Return i Wrathcrown: One Final Victory, obie gościnnie zagrane przez Hell Messiaha – nie pytajcie, kto wymyślał mu tę ksywę). Na deser dostaniemy jeszcze cover The Knell and the World oryginalnie autorstwa klasycznego szwedzkiego Dawn. Na ogół jestem przeciwnikiem coverów jako elementów standardowych wydań albumów, jednak tutaj utwór ten jest prawdziwą wisienką na torcie. Przy okazji pokazuje on, że Indesiderium odnajduje się również w bardziej melodyjnym i klimatycznym black metalu – i znów mam nadzieję, że takich perełek na następnym longplayu zespołu będzie więcej, oraz że wtedy będą to oryginalne nowe twory.

Of Twilight and Evenfall… okazał się albumem, który zdecydowanie namieszałby w moim podsumowaniu roku 2018, gdybym tylko wtedy po niego sięgnął. Cóż, mój błąd, który zamierzam nadrobić licznymi sesjami z tym krążkiem. Jeśli jeszcze go nie znacie, to jak najszybciej nadróbcie tę zaległość – naprawdę warto zainteresować się zarówno tą płytą, jak i samym zespołem. Coś mi mówi, że jeszcze o nich usłyszymy.

Ocena: 9/10

Indesiderium na Facebooku

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , .