Infernal Execrator – “Obsolete Ordinance” (2018)

Myślisz Singapur, mówisz Impiety. Wormrot ewentualnie, jeżeli jesteś dewiantem pokroju skromnej osoby ten tekst piszącej. Przynajmniej jeżeli narzucamy kryteria muzyki ekstremalnej. Okazuje się jednak, że są tam jeszcze inne składy godne uwagi. A także, że państwo-miasto albo chronicznie zmaga się z epidemią wścieklizny, albo regularnie dorzuca do zbiorników wodnych worki z solą.

Pulverised Records właśnie wydało drugi longplay azjatyckich szajbusów. To osiem kawałków obłąkańczego black metalu prosto z czeluści piekieł (lub szybciej zakładu karnego). Ubogaconego thrash i death metalem, czasami także symfoniką. To jednak tylko dodatki. Infernal Execrator chodzi tylko o jedno.

Wściekła muzyka dla wściekłych ludzi: nie da rady inaczej podsumować Obsolete Ordinance. Zawarta tu ilość jadu i wrogości do wszystkiego, co nie tyle żyje, co istnieje, eksploduje w kanalikach słuchowych niemalże przez pełne trzydzieści pięć minut trwania krążka. Efekt jest porównywalny do bycia przeciągniętym po żwirze przez wkurzonego nosorożca. Odpalając tę płytę możesz zapomnieć o spokoju, równowadze ducha, ustatkowaniu i innych tego typu drobiazgach: materiał jest bardzo chwytliwy i wciągający do tego stopnia, że niemożliwym jest stać obok. Przez nieustający zalew demolującej przestrzeń perkusji, riffów jak świst maczety i jadowitych wokali, przez wariackie solówki i huragany blastów nie sposób przedrzeć się nietkniętym. Tam i siam pojawią się wspomniane wstawki symfoniczne, silnie przypominające Dimmu Borgir (początek płyty, Supreme Barbarous Ordo), niekiedy Infernal Execrator odrobinkę zwalnia (kawałek tytułowy lub zamykający album, masywny Absolute Celestial Condemnation), ale to tylko przykrywka. Chwilę później znów jesteś katowany dziko i intensywnie.

Przy całym tym chaosie zespół zachował odpowiednią dozę dobrych, pozostających w pamięci motywów. Na tyle odpowiednią, że wskazanie ulubionego strzału jest cokolwiek problematyczne. Na potrzeby tekstu stwierdźmy, że będzie to Scions Of Irreverent Bloodshed, choć Northern Superiority pozostaje tylko o minimetr w tyle. Infernal Execrator to bardzo trafna nazwa: pogarda i piekielna żółć nadużywana jest tu na poziomie równym Infernal War.

Zapewne już wywnioskowaliście naturę Obsolete Ordinance. To ma być rzeź i holokaust, stąd też nie spodziewajcie się niczego więcej. Zespół realizuje założenia bardzo chętnie i ambitnie, nie zawracając sobie głowy przemyślaną kompozycją albo oryginalnością. Płyta jest bardzo jednowymiarowa: sam uznaj, czy to wada. Ja wiedziałem, na co się piszę, i dostałem właśnie tyle: bestialski, blackmetalowy pogrom. I bardzo mi z tym dobrze.

Infernal Execrator na Facebooku

Ocena: 8/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .