Ingested – “The Level Above Human” (2018)

Slamming deathcore: wielu “prawdziwych” słuchaczy muzyki ekstremalnej najprawdopodobniej udaje, że nie wie, co to w ogóle jest. Nie można jednak zaprzeczać, że to chyba najmodniejszy obecnie gatunek do grania. To stwierdzenie faktu, a nie przytyk, a na fali trendu powstało sporo naprawdę niezłych płyt. Myślę, że raczej spokojnie można stwierdzić, że ten nurt i zespoły, jak Vulvodynia, Acrania albo Hollow Prophet, nie powstałyby, gdyby nie Ingested.

Teraz dziadki (jak na ramy i stylistykę slamcore’u) z Manchesteru wracają. Z czwartym longplayem, dziesięcioma nowymi numerami, dostarczającego trzy kwadranse muzyki o subtelności proktologa z wiertarką udarową. The Level Above Human zostało wydane przez Unique Leader Records.

Najnowszy album nie odkrywa niczego nowego. Leci na złamanie karku, naprzemiennie zarzucając słuchacza garotłuczną lawiną i slamowym groovem. To to samo Ingested, jakie znamy od dłuższego czasu, a krążek miał nam przypomnieć o tym, kto tu naprawdę jest królem. Kłopot w tym, że siedząc już raczej w ekstremalnym mainstreamie, Ingested albo nie zauważa dużo ostrzejszych projektów siedzących w podziemiu, albo też boi się zreformować. Koniec końców, płyta wyszła dość zachowawczo, konserwatywnie i przewidywalnie. Nie znaczy to, że jest zła. Brytole nieustannie potrafią zrobić ci na bębenkach usznych solidne pogorzelisko. Jest sporo całkiem niezłych motywów (głównie na Invidious, Transcendence of Gods i Better off Dead), jest trochę różnorodności w postaci balladowego Last Rites lub instrumentalno-popisowego Obsolescent. Do tego mnóstwo tanecznych breakdownów i hammerów oraz kilka naprawdę wściekłych, agresywnych gonitw. Duże piwo należy się też dla wokalisty, robi naprawdę niezłą robotę. Niemniej większość płyty jest dość przeciętna, szczególnie pod koniec nagrania. Ostatnie trzy numery raczej nużą, niż cieszą. Częściowo jest to spowodowane długością krążka, częściowo brakiem oryginalności i pewnym trzymaniem się schematów nurtu. Do tego prawie każdy numer ma riffy, które brzmią trochę jakby stworzone przymusowo, bez pomysłu, średnio na jeża. Przydałoby się więcej jazdy po bandzie, a mniej obliczania, co spodoba się słuchaczom i wytwórni (nie, żebym czepiał się Unique Leader, cenię ich i wiem, że potrafią wydawać nieziemską siekę).

Niemniej, nie jest to zła płyta. Powinna spodobać się szerszemu gronu muzycznych ekstremistów, szczególnie biorąc pod uwagę bardzo przyjemne brzmienie The Level Above Human. Jest jednocześnie albumem dla ludzi, którzy pragną rzeźni i twierdzą, że deathcore to pedaliada, jak i dobrym punktem wyjścia do zgłębienia slamującej części owej niszy. Ci bardziej zapoznani z gatunkiem nic nie stracą, jeśli pominą, niemniej Ingested rżnie porządnie.

Ingested na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .