Inhuman Entity – “Kingdom of False Divinity” (2017)

Gdy ktoś myśli o miejscach słynących z projektów brutal death metalowych, zazwyczaj na pierwszy ogień idą Indonezja i Teksas. Chile zaś… Chile zupełnie się z takim graniem nie kojarzą, przynajmniej mi. Inhuman Entity stara się to jednak zmienić i udowodnić nam, że oni też potrafią w slam. Za pośrednictwem Rotten Music wydali więc EP-kę, i to nią dziś się zajmiemy.

Jako, że Kingdom of False Divinity składa się szesnastu minut, nie mam zbyt wiele do opisania. Tym bardziej, że te cztery numery zawierają bardzo nieodkrywcze podejście do konwencji. Nie znaczy to jednak, że złe, przeciwnie. Mieszanie blastujących gonitw i miażdżących zwolnień wychodzi tej ekipie naprawdę nieźle. Potrafią zrobić naprawdę gniotące, grube od mięsa tango (Neron lub początek Imposing Inhuman Aberration), chłosta kanonadami werbla także im wychodzi, czego nie omieszkają co i rusz pokazywać. Tu i ówdzie trafi się ostry jak ich lokalne żarcie flażolet (na Imposing Inhuman Aberration jest ich za dużo, człowiek dostaje szału jakoś w połowie kawałka). Cóż więcej mam powiedzieć, to bardzo dobrze odegrany slam jakiego na świecie pełno. W kontekście ostatniego zdania bardzo dobrze wyważono czas trwania płyty. Kwadrans to optymalny czas by nieco się wyszaleć, czy co tam zazwyczaj do brutal death metalu robicie. Gdyby płyta była dłuższa, na pewno byłaby nużąca i wtórna. Umiar to spory plus tego wydawnictwa.

Jeszcze większą zaletą jest brzmienie. Jest mocno septyczne i zadymione. Miła odmiana od typowo sterylnych produkcji. Standardowa pokrywa od śmietnika w formie werbla nie irytuje przez to zbyt mocno, tym bardziej, że wokal wysunięty na przód przykuwa dużą ilość uwagi. Dobrze byłoby nieco wszystko wyrównać, niemniej nie jest to ogromna wada.

Kingdom of False Divinity jest przyjemne. Nie jest jakoś wyjątkowo dobre ani ciekawe, nie potrafię też wymyślić konkretnego powodu, dla którego powinieneś się tą konkretną płytą zainteresować, ale jeżeli dawno nie słuchałeś niczego brutalnego, śmiało możesz odpalić. Ja bawiłem się całkiem nieźle.

Inhuman Entity na Facebooku

Ocena: 7/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .