Insanity Cult – “All Shall Return to Chaos” (2019)

Moja mama, nostalgiczna fanka polskiej muzyki rozrywkowej lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a także amerykańskich standardów jazzowych i niektórych współczesnych artystek popowych, dorwała się niedawno do płyty, którą wysłał mi pewien zespół z Grecji. Sam nawet nie zdążyłem zobaczyć okładki, a w odtwarzaczu już kręcił się krążek All Shall Return to Chaos greckiego zespołu Insanity Cult. Po upływie trzech kwadransów mama stwierdziła, że fajne to. Zamarłem.

Czy może być lepsza recenzja undergroundowego projektu black metalowego, jak uznanie spokojnej Pani po sześćdziesiątce? Cóż, przyznam, że zaskoczyła mnie ta opinia, choć materiał Insanity Cult przy pierwszym brzmiał bardzo solidnie, choć momentami wiało nudą. Album rozpoczyna się dwuminutowym intrem, którego riff jest jednocześnie podstawą kolejnego numeru I, the Void. Chaotyczny, dziki, brutalny utwór, w którym Grecy nie biorą jeńców jest jedynie zaczynem dla dalszej lawiny gitar, bębnów i wrzasków, które świetnie uzupełniają się w To Dwell in Absence. Fani rodzimej Mgły znajdą tu coś dla siebie, riffy i bicia wydają się bowiem jakby znajome, przywodząc na myśl With Hearts Toward None. A skoro, jak mawiał inżynier Mamoń, „mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”, to właśnie te motywy przeważają na dobre brzmienie albumu. Kolejny numer w mniejszym stopniu, ale nadal przywodzi na myśl wspomnianą grupę. Through Self-Destruction and Stars zawiera bardzo „mgłowe” połączenie riffów i talerzy perkusyjnych. Szczęśliwie dobrą robotę robi tu wokal, który zakrawa o depresyjny i suicydalny black, a uroku dodają mu nihilistyczne teksty utworów.

Drugą część albumu rozpoczyna swoiste poskromienie chaosu, które dokonuje się poprzez okrojenie roli gitar w Noose of the Black Moon. Brutalizm i rysowanie koszmarnych wizji powraca w dwóch ostatnich numerach. Of Dying Suns to rozpędzona artyleria wszystkich instrumentów, z których najsłabiej wypada wiodąca gitara, której motywy przewodnie nie brzmią zbyt przekonywająco w porównaniu do monumentalnych riffów i blastów. Bardzo dobrze brzmi tu bas, który na swój sposób pcha całość do przodu. Album zamyka najdłuższa, ponad jedenastominutowa kompozycja And All Shall Return to Chaos…, która zaczyna się od spokojnego wstępu, po czym na pierwszy plan wychodzi znana z poprzednich numerów stylistyka o umiarkowanym tempie i groźnej mieszance gitar i perkusji, okraszonej złowieszczymi i krzykliwymi wokalizami. Ostatni utwór to poniekąd podsumowanie całego albumu, zebranie wszystkich rozwiązań, na których muzycy z Insanity Cult oparli swój najnowszy materiał. Po kawalkadzie potężnych dźwięków nadchodzi lekkie klawiszowe outro, album się kończy, trzeci rozdział w twórczości Greków zostaje zamknięty.

W tym momencie nie wypada mi się nie zgodzić z rekomendacją mojej mamy. Album faktycznie jest „fajny”, ale właściwie to wszystko. Brakuje mi tu innowacyjności, innego podejścia, kroku naprzód i odejścia od utartych schematów, a także pierwiastka, który powodowałby zapadanie w pamięć konkretnych utworów. Krążek opiera się o klasyczny black metal z nowoczesnym zacięciem. Odwołania do Mgły nie wydają się bezpodstawne, niektóre elementy są tu bowiem dobrze znane fanom polskiej grupy. Niemniej jednak Insanity Cult broni się dobrą produkcją, koncepcyjnością nihilistycznego albumu, a także składnymi przejściami pomiędzy poszczególnymi składowymi. Odrobinę więcej odwagi i pomysłowości, a mielibyśmy do czynienia być może z jednym z najlepszych black metalowych albumów tego roku. Na taki krążek w twórczości Greków musimy jeszcze zaczekać.

Ocena: 7/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , .