Inter Arma – “Garbers Days Revisited” (2020)

Album pełen coverów w wykonaniu Inter Arma to rzecz, o którą nikt nie prosił i nie wiadomo, czy potrzebował. Amerykanie, którzy rok temu wypuścili udany długograj Sulphur English, tym razem na warsztat wzięli absolutne klasyki lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Dacie się porwać w swoisty trip down memory lane?

Zbiór nowych aranżacji utworów sprzed lat nosi nazwę Garbers Days Revisited. Sceptycy mogą mówić, że za coverowanie biorą się kapele, które nie mają pomysłu na nowy materiał autorski. Ja z kolei uważam, że muzyka daje nieograniczone możliwości do rekonstrukcji dzieł. Dopóki w nowej aranżacji pojawia się coś nowego, innego, co jeszcze da się ”wycisnąć” z danego utworu, wtedy można być spokojnym o końcowy kształt kompozycji. Nie wspominając o fakcie, że istnieje mnóstwo coverów, które brzmią o wiele lepiej od oryginału.

Inter Arma dokonali nieoczywistych wyborów przy układaniu tracklisty nowego albumu, w głównej mierze sięgając po utwory spoza czołowej piątki każdego artysty na przykład nz Spotify. Na pierwszy ogień idzie Scarecrow z repertuaru Ministry – numer, który brzmi niczym siarczysta wersja zeppelinowskiego When the Levee Breaks. Przesterowane gitary i mocna perkusja (znak firmowy Inter Arma), a do tego potężny, gardłowy wokal. Wszystko to powoduje, że aranżacja Scarecrow staje się istotnie przekonywująca. Rewelacyjnie współgrają ze sobą tu wszystkie warstwy instrumentalne, od powtarzanego w kółko niczym mantra głównego riffu, po zastąpienie sampla ze słynnej sceny z pielęgniarką z filmu Egzorcysta III przenikliwym chwytem gitarowym. Scarecrow to zdecydowanie jeden z moich dwóch ulubionych numerów na tym krążku.

Następnie pojawia się Southern Man, w oryginale wykonywany przez Neila Younga. Połączenie country i doom metalu z wymianą płaczliwego głosu Younga na gardłowy wokal Mike’a Paparo nadaje utworowi nowej jakości. Bezlitosna, trwająca półtorej minuty przejażdżka przez Hard Times hardcore’owców z Cro-Mags nie pozostawia miejsca na ulepszenia. Podobnie jest z March of the Pigs z repertuaru Nine Inch Nails. Tutaj Paparo próbuje nawet imitować styl Trenta Reznora, mamy zatem do czynienia z poprawnym coverem bez udziwnień i szczególnych zmian. W przypadku wzięcia na warsztat Hüsker Dü i ich The Girl Who Lives on Heaven Hill, post-punkowe brzmienie ewoluuje w rozpędzony death metalowy kawałek. Szósta kompozycja na krążku to In League with Satan zespołu pieśni i tańca Venom. Tym samym wchodzimy w nieco lżejszą część płyty, choć lekkość w wydaniu Inter Arma wciąż nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z kolektywem z pogranicza doom i death metalu. Ich wersja legendy brytyjskiego thrashu jest równie dynamiczna i nieskomplikowana, co oryginał. Przedostatnią kompozycją jest romans z Runnin’ Down a Dream, przereklamowanego Toma Petty’ego (change my mind). Cover w wykonaniu Inter Arma brzmi co najwyżej w porządku, ale i materiał, na jakim pracowali, nie jest najwyższych lotów.

Dochodzimy tym samym do końca płyty, został ostatni numer. Szlagier szkolnych dyskotek, sztandarowy remizowy przytulaniec, a jednocześnie wybitna i przepiękna ballada w postaci Purple Rain. Najbardziej znana kompozycja Prince’a wydaje się najmniej typowym wyborem dla nowego aranżu w klimacie sludge i doom, prawda? Tutaj Amerykanie udowadniają, że właśnie takie z pozoru dziwne połączenia są najciekawsze. Nie ma tu gardłowego śpiewu, Paparo brzmi trochę tak, jakby bawił się na korporacyjnym karaoke po kilku głębszych. Ma to swój niewiarygodny urok, dodając całości brudnego brzmienia. Warstwa instrumentalna pcha wózek do przodu, a to, co gitary robią w drugiej partii utworu stanowi piękne zwieńczenie albumu Garbers Days Revisited.

Zajmowanie się coverami potrafi być tematem kontrowersyjnym. Nagrywanie albumu z samymi aranżacjami starych utworów tym bardziej. Inter Arma wychodzi z tego obronną ręką, choć spoglądając na ich poprzednie krążki, wolałbym otrzymać świeży materiał autorski. Tak czy inaczej, Amerykanie czują się dobrze zarówno we własnej, jak i cudzej twórczości, a ich najnowsze dziecko stanowi ciekawe dopełnienie ich dyskografii. Zaś do Scarecrow i Purple Rain powracać będę z nieukrywaną radością.

Ocena: 9/10

Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .