Interior of Death – „God’s Playground” (2019)

Nazwa Interior of Death jest mi znana od lat, wielokrotnie przewijała mi się przed oczyma, prawdopodobnie także miałem okazję słyszeć jakieś nagrania, ale dopiero nowa płyta pozwoliła mi świadomie zapoznać się z propozycjami zespołu. Album został wydany własnym sumptem w 2019 roku, nosi tytuł God’s Playground i jest już piątym z kolei w historii Interior of Death, którego początki sięgają drugiej połowy lat 90.

Przy okazji zapoznawania się z zawartością God’s Playground doszedłem do wniosku, że najlepiej zaskakują płyty takie, na które się w ogóle nie czekało, bądź nie zdawało sobie sprawy z ich wydania. Takim rodzynkiem okazał się właśnie omawiany w tym tekście cios od Wnętrz Śmierci, który jest stuprocentowym przedstawicielem sceny death metal. Co mi przypadło momentalnie do gustu to fakt, że teraz już tak się w naszym kraju nie gra. Swego czasu można było się spotkać z pojęciem „polski death metal” i te słowa wystarczyły za całą recenzję, nasza scena może nie raziła urozmaiceniem, ale miała w sobie coś charakterystycznego, a takie płyty jak Vader De Profundis, Hate – Lord Is Avenger, Trauma – Suffocated In Slumber czy Calamity zespołu Betrayer zdefiniowały na lata kierunek obierany przez inne zespoły. Dominacja tej sceny trwała spory czas, ale jak wszystko musiała ewoluować i przystosować się do czasów, a prawdziwków zostało jak na receptę, dlatego ładunek old schoola od Interior przyjąłem z radością.

Ludziom poszukującym nowej jakości, technicznych onanizmów czy wiekopomnych połączeń gatunkowych z góry odradzam ten krążek. Za to polecam go fanom klasyki, tęskniącym za motorycznym, zagranym w średnich tempach, ciężkim death metalem, w którym dwie stopy przestają walić tylko w przerwach między utworami. Brakowało mi takiego albumu, gdzie ważny jest sam pomysł, zbudowany na mocnym riffie, a nie milion upiększaczy i lawina dźwięków, którą żeby rozczytać, trzeba by puścić o połowę wolniej. Interior of Death, gdy przyspiesza dba o czytelność i nie popada w chaotyczny jazgot. W zwrotkach dominują cięte zagrywki gitarowe, przypominając mi nieco Malevolent Creation i wczesną Traumę. Ważne jest również to, iż pomimo niewielkiej ilości urozmaiceń zespołowi udaje się utrzymać słuchacza przy sobie, nie pojawia się zjawisko znudzenia czy monotonii. Polecam sprawdzić taki God Was a Lie, który dynamiką i dobrymi riffami wkręcił się na stanowisko mojego osobistego hitu płyty.

Na koniec tradycyjnie w moich tekstach zostawiam miejsce na minusy. Tu także odnajduję dwa niewielkie. Jest to trochę zbyt plastikowe brzmienie, które przy tak klasycznej muzyce nieco psuje odbiór, który z mniej syntetycznym soundem miałby szansę być optymalny. Drugim minusem jest za ciemna okładka, na którym ginie logo. Podejrzewam, że dopiero w druku okazało się, że cover jest zbyt ciemny, aczkolwiek mleko zostało rozlane.

Podsumowując wszystkie za i przeciw God’s Playground, stwierdzam, że jest to album mocny, który został nagrany z czystej miłości do muzyki, ponieważ grając w taki sposób nie ma mowy o koniunkturalności. Płyta jest obrazem możliwości zespołu działającego w głębokim undergroundzie bez wsparcia wytwórni, promotorów i jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, a takie podejście zawsze będzie zdobywało moje wyrazy uznania.

Ocena : 7/10

Interior of Death na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .