Jack Crusher – “Soulless Humanity” (2017)

Z muzyką pochodzącego z Busko-Zdroju Jack Crusher zetknąłem się po raz pierwszy około 2 lata temu, kiedy to miałem przyjemność oglądać ich w warszawskiej Progresji, gdy wraz z Morthus rozgrzewali publiczność przed Virgin Snatch i Corruption. Wówczas ta powstała w 2013 roku grupa miała na swoim koncie jedynie 3-utworową EP-kę Salt In The Wound. W skład zespołu wchodzą muzycy, którzy z niejednego pieca chleb jedli, i w sumie można o nich mówić jako o weteranach naszej sceny, gdyż maczali lub wciąż maczają swoje palce w takich projektach, jak Devilyn, Trauma, Spinal Cord, Hell-Born czy Rise Up. Jak widać CV zacne, ale od razu zaznaczę, że na debiutanckim Soulless Humanity, który zespół wydał pod szyldem wytwórni Szataniec pod koniec listopada 2017 dźwięki raczej nie nawiązują do dokonań wymienionych grup.

To, co Jack Crusher ma do zaoferowania na swojej jedynce, to dynamiczne i energetyczne dźwięki, które łączą w sobie brutalność i harmonię. Od pierwszych do ostatnich sekund tego trwającego 40 minut wydawnictwa mamy do czynienia z muzyką intensywną i bardzo rytmiczną. Utrzymane w przeważającej części w średnich tempach utwory oparte są na ciężkich, mięsistych riffach, którym nie brakuje jednak melodyjności. Czasami, jak na przykład w One Step Too Far czy w Salt In The Wound, pojawia się szybszy thrash metalowy motyw, a w większości kompozycja przebija się, charakterystyczna dla hardcore’u dynamika. W każdym utworze pojawiają się też finezyjne, harmonijne solówki i warto wsłuchać się w kawałki, aby za ścianą z gitar wyłapać interesujące smaczki czy też subtelne nowoczesne syntezatory. Trochę więc w muzyce Jack Crusher się dzieje, i słuchając tego materiału, na monotonię nie można narzekać, szczególnie że jeśli chodzi o wokale, to mamy tutaj pełen przekrój od ryków, poprzez krzyki do czystych partii.

Nie ukrywam, że nieraz słuchając Soulless Humanity, łapałem się na pytaniu „gdzie ja to już słyszałem?”, ale nie sądzę, aby celem tego albumu było odkrywanie nowych rejonów muzycznych. Jack Crusher serwuje nam porcję nasączonej groove muzyki, której po prostu świetnie się słucha, która łatwo wpada w ucho i może naładować słuchacza energią, nawet jeśli teksty na płycie do optymistycznych nie należą. Skoro mowa o lirykach, to wyróżnia się Gniew, napisany całkowicie po polsku. Podoba mi się też smutny, akustyczny fragment pod koniec Bloody Sunrise, który w moim odczuciu oddaje nastrój tego kawałka. Do plusów zaliczyć należy także potężne, miażdżące brzmienie. Czy ten album ma jakieś słabe punkty? Ja ich nie słyszę i nie mam zamiaru szukać dziury w całym. Myślę, że nie tylko warto zapoznać się z Soulles Humanity, ale również udać się na występ Jack Crusher, gdyż takie dźwięki to gwarantowana koncertowa petarda.

Namiary: http://jackcrusher.pl/

Ocena 8/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , , .