JitterFlow – “Self_X” (2017)

Każdy jest kozakiem, dopóki nie trafia na ekstremę. Także w muzyce. Okazuje się, że nieznane mi wcześniej, tajemniczo zerkające okładką JitterFlow nie bawi się w półśrodki. Na swoim debiucie rodzime trio uderza szybko, niespodziewanie i z siłą tarana. Oraz niespecjalnie celnie.

Self_X ze swoimi ośmioma numerami i dwudziestoma minutami grania równie dobrze może być uznawane za longplay, jak za EP-kę. Czy te rozróżnienie ma większe znaczenie, śmiem wątpić, natomiast warto wspomnieć cóż to w ogóle za gatunek muzyki: otóż najprawdopodobniej żaden, gdyż JitterFlow gra zbyt eksperymentalnie, by jakoś to scharakteryzować. Na pewno dużo tutaj mathcore’u.

Nie jest to jednak matma na tyle uporządkowana, by można ją było porównywać do znanych nazw, choć oczywiście można tu znaleźć rytmiczne łamańce i niestandardowe dźwięki znane z twórczości chociażby The Dillinger Escape Plan. Self_X przez większość czasu trwania brzmi jak chaos, jak efekt losowo porozrzucanych elementów. Eklektyzm zastosowanych pomysłów i nawiązań rozwija się od rapcore’u i brzmień nu-podobnych (InnerV), przez dziwaczne dzieci muzyki teatralnej, jazzu i reggae (Self_Xorcism), dalej w grindcore w stylu Cephalic Carnage i nawet goregrind (U.F.D. i Dimensions), kończąc na wypakowanym synthami i wszelakimi rodzajami elektronicznych zakłóceń U.F.D. in Distored Mirror, brzmiącym jak przekaz z Marsa odebrany przypadkiem na samochodowym radiu.

Na pewno miło jest grać takie powykrzywiane dziwadła, gorzej jednak jest ze słuchaniem. Kolejne elementy zwyczajnie się ze sobą nie kleją. Całkiem częste hardcore punkowe gonitwy do tańca trwają zaledwie kilka sekund, przechodząc w solówki niewiadomego konceptu, albo zmiany rytmu lub stylu. Sporo pojedynczych pomysłów z płyty jest naprawdę dobrych i ma duży potencjał do zaoferowania, jednak przez wady kompozycji kawałków odbiorca ma wrażenie, że JitterFlow gra zwykły bełkot. Nie pomagają porozrzucane, często grające pojedynczo ścieżki instrumentów oraz ich niewyraźne brzmienie.

JitterFlow ma potencjał, jednak na Self_X coś nie pykło. Może chłopacy przedobrzyli z ambicjami, może chcieli na siłę zrobić coś odmiennego, może po prostu nie mogli się dogadać co do kierunku muzyki. Niezależnie od przyczyn wyszedł raczej chaotyczny średniak, chociaż zespół, jestem pewien, może rozwinąć się w coś naprawdę dobrego. Nie tylko na gruncie spragnionej matmy Polski.

JitterFlow na Facebooku

Ocena: 5,5/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .