Kapala – “Infest Cesspool” (2017)

Premiera drugiej EP-ki indyjskiej Kapali już za kilka dni. Warto więc będzie przyjrzeć się ich debiutanckiemu wydawnictwu, którego nasz zine nie miał jeszcze (nie)przyjemności gościć w swoich ramach.

Myślę, że kto miał Kapalę poznać, już zdążył to zrobić, a reszta i tak nie będzie tym minialbumem zainteresowana. Odbił się on bardzo głośnym echem w niszy, w którą celuje, a do której nie zagląda nikt, kto nie jest całkowicie pewny, że w życiu potrzebuje najwyższej formy bestialstwa. Infest Cesspool przyniósł światu osiemnaście minut skrajnie bezkompromisowego i do bólu (niekiedy nawet fizycznego) ekstremalnego zwyrodnialca nazywanego war metalem. Płytę w obieg puściło Dunkelheit Produktionen.

Trzeba przyznać, że Kapala jest świetna w tym, co kultywuje. Ich twórczość przemówi tylko do najtwardszych i wymagających krańcowej przemocy dźwięków. To już nie muzyka, tylko nieprzenikniona ściana hałasu i chaosu. Zamiast melodii, choćby szczątkowych, jest trzask, zamiast estetyczności jest wściekły krzyk, zamiast piosenki – lej po bombie, wypełniony łuskami. Nie wiem, jak dalej można Kapalę opisać. Po prostu chłopaki napierdalają, dopóki świat nie straci zębów.

Jeżeli nie jesteś fanem barbarzyństwa i wojny, nie próbuj nawet do Infest Cesspool podchodzić. Naprawdę, nie znajdziesz tu zupełnie nic, co mogłoby cię zatrzymać. Ba, nie ma tu żadnego elementu, który nie starałby się odrzucić słuchacza jak najszybciej. Podgatunek, w którym porusza się indyjskie trio, jest bardzo hermetyczny i nieprzyjazny, zarówno odbiorcy, jak i nowym pomysłom twórców. Także pod względem produkcji, o którym można się rozwodzić w esejach, podręcznikach i wykładach z cyklu “jak nie należy nagrywać muzyki”. Inna sprawa że, jak już wspomniałem, to nie do końca jest muzyka, tylko wynaturzone tornado harmidru. Czyli dokładnie wedle założeń.

Czujesz się na siłach spróbować? Super, powodzenia. Po lekturze powyższego tekstu jesteś pewien, że nigdy nie zbliżysz się do Kapali na odległość umożliwiającą wybrzmiewanie dźwięku? Też wszystko w porządku, nic w tym złego. Nie pokuszę się na stwierdzenie “warto spróbować”, niemniej oblatani w metalu wojny lubią, a jeżeli jakimś cudem jeszcze nie znają, to na pewno polubią.

Kapala na Facebooku

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .