Katatonia – City Burials (2020)

Uczciwym będzie z mojej strony przyznać na wstępie, że nie jestem ultrasem Katatonii. Nie czekałem na żaden mesjański powrót grupy Andersa Nyströma i Jonasa Renksego, nie ostrzyłem sobie przesadnie apetytu na ich krążek, więcej – z nowszych rzeczy zespołu regularnie wracam jedynie do The Great Cold Distance. Słowem – czysta karta.

Może też dzięki temu, nie czyniąc najnowszemu dziecku Szwedów krzywdy przesadnych oczekiwań, przy City Burials bawię się całkiem przyzwoicie, a płyta z każdym przesłuchaniem dostarcza mi sporo frajdy.

Kilkunastomiesięczna przerwa w działalności zespołu nie przyniosła ze sobą szczególnych zmian stylistycznych. Innymi słowy, Katatonia zaczyna dokładnie tam, gdzie uprzednio skończyła i serwuje nam album utrzymany w dobrze znanych klimatach progresywnego (choć nie do przesady) melancholijno-depresyjnego metalu, charakterystycznego dla późniejszego okresu ich działalności.

Jest z jednej strony dynamicznie i chwytliwie – otwierający płytę Heart Set to Divide to ciekawie połamany utwór (który w niektórych momentach aż prosi się o growl Åkerfeldta, by uczynić z niego stary Opeth), ładnie buja Behind the Blood, bardzo przyzwoicie prowadzą się Rein i Neon Epitaph. Drugie oblicze City Burials to numery podszyte stonowaniem, melancholią i nastrojowością (Lacquer, Vanishers, Lachesis), w której Katatonia uśmiecha się do słuchacza śmiałym wykorzystaniem elektroniki i efektów (słychać, że muzycy mocno polubili się chociażby z ostatnim albumem Ulver).

Nie jest jednak aż tak kolorowo, jak mogłoby się na początku wydawać. Między bardzo udanymi utworami trafiają się też płytkie mielizny, podczas których zdarza się Szwedom złapać zadyszkę (Vanishers, Lachesis, Untrodden, choć to ostatnie ratuje solo gitarowe), a uczuciem towarzyszącym odsłuchowi bywa zwyczajne znużenie. Momentami ma się również wrażenie, że muzycy trochę na siłę szukali materiału na pełny album, niepotrzebnie przeciągając pomysły, które dużo lepiej sprawdziłyby się w krótszym o 1-2 minuty metrażu.

Jaka więc jest w trzech słowach City Burials? Przyzwoita, momentami bardzo dobra, jako całość zadowalająca. Przymknięcie oka na mankamenty nie wymaga tytanicznego wysiłku, dzięki czemu nie ma obaw, że czas jej poświęcony trzeba będzie uznać za stracony. Warto też dodać, że płyta znakomicie brzmi, co niewątpliwie stanowi dodatkową zachętę do bliższego się z nią zapoznania.

Ocena: 7/10

Synu

Tagi: , , , , , , , , .