Keith Richards – “Talk Is Cheap” (1988/2019)

W drugiej połowie lat 80. The Rolling Stones cieszyli się już statusem – jakkolwiek dziwnie brzmiałoby to z dzisiejszej perspektywy, gdy wciąż pchają swój muzyczny i show biznesowy wózek – nobliwych weteranów. Na ich kolejne płyty czekało się co prawda z zaciekawieniem (czy aby jeszcze żyją?), ale już nie z wypiekami na policzkach. W tamtym czasie, pomiędzy niezłą, ale nie zwalającą z nóg Dirty Works a bardziej zadziornym Steel Wheels, Keith Richards postanowił wydać swoją pierwszą solową płytę, która ukazała się na rynku w 1988 roku. A skoro niedawno, z okazji obchodów 30-lecia wydania, doczekaliśmy się ciekawej reedycji, wypada do tego materiału wspominkowo powrócić.

Talk Is Cheap to album dający upust muzycznym fascynacjom gitarzysty (aż dziw, że nie ma numeru w stylu reggae), bardzo eklektyczny, pozbawiony radiowych hitów i nie tak dynamiczny jak płyty macierzystej formacji, ale jednocześnie pełen energii, choć nie zawsze ewidentnie rockowej. Przede wszystkim zaś to rzecz pozbawiona wpadek. Keith niewątpliwie wyszedł z tarczą z przedsięwzięcia, co nie udało się wcześniej Mick’owi Jaggerowi – albumy solowe wokalisty Stonesów były raczej porażkami, zarówno pod względem komercyjnym, jak i artystycznym. Niemniej jednak Richards, nie mając przy swoim boku starych kolegów z zespołów, musiał nauczyć się nowych metod pracy. Nie było to łatwe, o czym zresztą sam gitarzysta wspomina w swojej autobiografii.

Plejada znakomitych muzyków, producentów, realizatorów okazała się jednak zespołem kreatywnym i inspirującym, sprawiając, że Talk Is Cheap można spokojnie ustawić pośród najlepszych płyt The Rolling Stones, a już na pewno tych z dekady lat 80. i 90. Oczywiście rdzeń zawartych na solowej płycie Richardsa numerów jest amerykański z gruntu i bardzo stonesowski. Keith pozostał zatem sobie wierny, ale też znać tu autorski sznyt. Muzyka stoi na fundamencie prostych, nośnych, przybrudzonych, nonszalanckich riffów (Take It So Hard, Struggle, You Don’t Move Me czy Whip It Up) i wtórującego im głosu, z pewnością nie nazbyt czystego, pozbawionego ozdobników, ale pełnego szorstkiej prawdy.

Znalazły się na Talk Is Cheap także rzeczy mniej oczywiste. Choćby taneczny, rozedrgany, wyraźnie funkujący Big Enough, gdzie przyjemnie pulsuje bas Bootsy’ego Collinsa, a saksofon Maceo Parkera dodaje całości okrasy. W I Could Have Stood You Up (z gościnnym udziałem grającego w Stonesach na przełomie lat 60. i 70. Micka Taylora) odzywa się miłość Richardsa do klasycznego rock’n’rolla, a kompozycja ta – zwłaszcza zagrane na fortepianie partie Johnnie’go Johnsona – przenosi nas wprost do czasów Elvisa i Fatsa Domino. Make No Mistake z kolei koi słuchacza soulowymi inklinacjami, co podkreśla zmysłowy wokal Sarah Dash, a także sekcja dęta, jakby żywcem wyjęta z płyt Motown. Równie refleksyjnie wypada balladowy Locked Away, tym razem jednak z folkową nutą, która pojawia się głównie za sprawą grającego tu na skrzypcach Michaela Douceta. Całość zaś doskonale wieńczy oparty na motorycznym rytmie It Means a Lot.

Ci, którzy zadecydują się na zakup wersji Super Deluxe (bardzo “wypaśnej”) albo Deluxe (którą można mieć za stosunkowo nieduże pieniądze), otrzymają też dodatkowy dysk z kilkoma pozostałościami po sesji. Jak w przypadku tego typu “odrzutów” trudno doszukać się tam jakichś wyjątkowo cennych pereł, ale fani Richardsa z pewnością znajdą coś dla siebie. W ucho mogą wpaść chociażby luźne bluesowe improwizacje, jak w Blues Jam i Slim, albo interesujące wersje klasyków w postaci My Babe Williego Dixona (najbardziej znana i chyba najlepsza wersja to ta zaproponowana w latach 50. przez Little Waltera) czy Big Town Playboy Little Johnny’ego Jonesa. Miłośnicy starego bluesa docenią robotę muzyków i wyłapią wiele smaczków, jak choćby świetne popisy pianisty, Johnnie’ego Johnsona. Stawkę uzupełniają dwa kawałki napisane już przez samego Richardsa i Steve’a Jordana (współautora materiału na tę płytę i jej producenta), ciekawe, ale nie tak dobre jak te, które ostatecznie trafiły na album.

Najważniejsze jest jednak to, że płyta wciąż się broni – przede wszystkim naturalnością i wkładem znakomitych muzyków. Warto więc po nią sięgnąć, zwłaszcza przy takim wyborze – rocznicowych wydań jest sporo, każdego można obdzielić podług zasobności kieszeni i fantazji: od najprostszego CD po kolekcjonerskie boksy pełne niespodzianek. Malkontenci mogą oczywiście kręcić nosem, że oryginalną okładkę na potrzeby niektórych wydań zmodyfikowano (pomniejszając zdjęcie), ale to szczegół. Wszystko brzmi jak należy, a nawet lepiej, to zaś najważniejsze.

Ocena: 8/10

Oficjalna strona artysty na Facebooku

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .