Kess’kthak – “Unwritten Rules Prevail” (2018)

To moje pierwsze spotkanie z Kess’khtak. Zanim nie zabrałem się za Unwritten Rules Prevail, nie słyszałem ani ich muzyki, ani o ich muzyce. Zresztą, wydająca krążek Art Gates Records też jakoś nie pojawiała się w mojej świadomości. Do tego początkowo określano mi gatunek tego bandu jako deathcore. Ale gdy już co do czego doszło, okazało się że to nie żadne kraby, tylko sensowna alternatywa, by wypełnić szwajcarską lukę po Mumakilu.

Niniejszy krążek to któraś już z kolei EPka w dziesięcioletniej karierze zespołu. Kess’khtak tym razem udostępnia dwadzieścia dwie minuty solidnego, agresywnego deathgrindu. Można porównywać ich muzykę do Misery Index, chociaż sam opisałbym ją jako wypadową Napalm Death i Decapitated po reaktywacji. Kolejne numery są szybkie, krótkie i napakowane stawiającą na śmiertelne riffy energią. Brzmią bardzo przyjemnie, choć w pewnym momencie nie można oprzeć się odczuciu, że są do siebie ciut zbyt podobne. Osobiście także jeszcze trochę podkręciłbym w nich tempo. Nie, żeby były ślamazarne bądź ospałe, ale taki A Late Sens of Relief wręcz prosi się o kilka dodatkowych oktanów.

To, że strzały są dość paralelne, nie znaczy, że przez dwadzieścia minut słyszy się to samo. Budowa motywów może nie jest sztandarowym przykładem ewoluowania, niemniej przy ilości radochy, jaką niosą, nie mam problemu z wtórnością. Szczególnie, że zdarzają się też takie perełki jak Of Roaches & Rats, przypominający nieco Rotten Sound i zaskakujący użyciem konsolety do skreczowania. Użyciem zbyt błahym i niespecjalnie uwypuklonym, przez co ten pomysł zostawia raczej niedosyt, niemniej gdy trwa, jest świetny. Wspomnijmy jeszcze o bardzo kozackim numerze tytułowym oraz Nihilism 2.0, a konkretnie ścianonośnym groovem pod koniec właściwego kawałka (później niby jest jeszcze “hidden track”, ale równie dobrze mogłoby go nie być). Wszystko to podane zostało w bardzo czytelny sposób, z ostrym brzmieniem gitar i niezagłuszającymi reszty kanonadami blastów i galopów. Nagrania przyczepić się nie można.

Kess’kthak radzi sobie wcale dobrze. Świata raczej nie zawojuje, ale też nie jest to kolejna płyta, której świat nie potrzebuje. Słucha się jej przyjemnie, a że jest krótka, to i nie zdąży się znudzić. Może następnym razem przydałoby się nagrać pełniaka?

Kess’kthak na Facebooku

Ocena: 7/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .