Kevlar Bikini – “Rants, Riffage and Rousing Rhythms” (2018)

Chorwacja z muzyką nie kojarzy mi się w zasadzie wcale. Punkowa szczególnie, choć ogólnie jedyną przychodzącą mi do głowy nazwą z tamtych rejonów jest Slavogorje, i to tylko dlatego, że kiedyś już o nich pisałem. Pierwszy tekst w nowym roku dotyczyć więc będzie rejonów może nie egzotycznych, ale na pewno muzycznie mi obcych. Tak przynajmniej myślałem przez pierwszy kwadrans styczności z Kevlar Bikini.

Niespecjalnie rozpoznawalna marka skrywa punk rockowe trio z hardcore’owymi inspiracjami. Ich trzeci długi materiał to dziesięć piosenek składających się na trochę ponad pół godziny, wydane przez Geenger Records. Wytwórnia ta nic mi nie mówiła do czasu, gdy wyczytałem że zajmuje się głównie muzyką chorwacką i bałkańską. I, jeżeli mam być szczery, na razie jakoś mnie nie kusi by szerzej sprawdzić ich katalog.

Spodziewając się obiecywanego na bandcampie, notce wydawniczej, i wszędzie indziej hardcore punku, rozsiadłem się wygodnie i liczyłem na przebojowe, skoczne, może nawet agresywne numery. Zamiast tego Rants, Riffs and Rousing Rhythms przynosi nieśpieszne (ale też nie ślamazarne), dość skupione na przybijającej atmosferze, niekiedy może nawet postne utwory. Nie jest to najtrafniejsze porównanie, niemniej Kevlar Bikini skojarzył mi się z lżej podaną wypadową Dystopii i Myteri. Napakowane molowymi dźwiękami riffy mają w sobie odrobinę skoczności, niemniej przy delikatnym dyskomforcie, który potrafią wywołać, człowiek niespecjalnie ma ochotę na harce. Przy czym trzeba podkreślić, że dyskomfort ten to raczej niezręczność, niż większa dolegliwość. Nie czujesz się przez niego źle, po prostu tracisz ochotę na zabawę.

Poczucie to dość szybko opada. Nie powiedziałbym że wygasa, raczej przestaje robić wrażenie. W okolicach Nailbitter Blues nie zwracałem już tyle uwagi na klimat, co na rytmy i riffy. Nailbitter Blues mimo wyżej wymienionej “smutności” ma całkiem fajny refren i zwolnienie w środku. Desk Flip Time w końcu zafunduje troszkę (niewiele) obiecanego hardcore’u odpowiednim tempem i groovem. Konsekwentnie też robi się coraz bardziej piosenkowo.

Tutaj też pojawia się kolejny problem. Kevlar Bikini niespecjalnie umie w piosenki. Nie przeczę, potrafią zagrać porywający motyw, niemniej często takowych nadużywają (One Of Those Bands With More Haters Than Friends), albo po prostu nie potrafią dobrze ich połączyć w zwartej kompozycji. Brakuje tu po prostu tego czegoś, co porwałoby do swawoli z zespołem. Brakuje rumieńców, zadziorności i osobowości. Trochę naprawia to brzmienie płyty (cud-miód, szczególnie bas. Jedynie wokal niespecjalnie mi leży), ale to za mało, bym był zadowolony.

Rants, Riffage and Rousing Rhythms wydaje się stać niejako w rozkroku. Z jednej strony ciągnie ich do hardcore’owego moshu, machania głową i tańca, z drugiej chcieliby ukręcić wyjątkową atmosferę. Cóż, może i ukręcili, pierwsze utwory mają charakterystyczny styl, niemniej ani nie wyszedł on specjalnie dobrze, ani nie koresponduje z resztą muzyki. Jednym słowem: średniak.

Kevlar Bikini na Facebooku

Ocena: 6/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .