KinetiK – “Critical Fallout” (2017)

Przed pierwszym podejściem do tej płyty nie wiedziałem o niej absolutnie nic. Skusił mnie okładkowy koszmar, zwiastujący apokaliptyczne podejście do klasyki metalu. I rzeczywiście – KinetiK to maniacy z włoskiej Florencji, którzy hołdują pokręconym odmianom thrash i speed metalu z najlepszych czasów, a Critical Fallout to ich pierwszy, duży album.

Od tego typu muzyki, raczej nie ma co oczekiwać jakiegoś przedefiniowania formuły, bo chyba nie na tym rzecz polega. Wystarczy, że ktoś podejdzie z sercem, otwartym umysłem, i sprawi, że uśmiech zagości na twarzy, a głowa sama uderzy w headbanging. Pierwsze dźwięki tej płyty były dość zaskakujące – intro zapowiadało jazdę bez trzymanki, okraszoną gitarowymi upodobaniami do shreddingu. Wszelkie wątpliwości rozwiał Blood For Money, gdzie gitarki tną aż miło, tempo nie zwalnia, chóralny refren zapada w pamięć, a inspiracje powerowo/thrashową Ameryką są sprytnie poprzemycane w poszczególnych frazach. Włosi stawiają na szybkość i nieco połamane przejścia rytmiczne (kapitalny Greed), słychać w tym Anthrax z czasów, gdy dołączał do nich Joey Belladonna, a także takie legendy jak Agent Steel (głównie w refrenach) czy zapomniany Laaz Rockit.

Kinetik jednak nie ogranicza się do miłej dla stęsknionego za klasyką ucha młócki, bo im dalej, tym więcej kombinowania. O ile jeszcze Abyss Of Humanity niesie w sobie ducha wczesnego Flotsam & Jetsam, tak z każdym kolejnym utworem zaczynają pojawiać się dźwięki wyraźnie zainspirowane Megadeth. Mamy więcej gitarowych łamańców (Conspiracy Theory), do głosu coraz mocniej dochodzi bas (uczciwie trzeba powiedzieć, że rewelacyjny), ale na szczęście wszystko wciąż utrzymane w ostrych, niemal szalonych tempach.

Nie jest łatwo pisać o takich albumach, bo ciężko oddać słowami ich miejsce w metalowym uniwersum. Wszystko się tu zgadza, całość gra i kosi jak należy, nie ma chwili nudy, głowa sama się buja, nóżka tupie, a płyta aż sama prosi się o zapętlenie. Jednocześnie wszystko już słyszeliśmy dawno temu. Ale co z tego, skoro włoskim thrasherom udało się przywołać ducha lat 80. i zaoferować światu 45 minut sentymentalnej podróży, w którą powinien wybrać się każdy fan takiego grania. Bardzo fajny album.

 

Ocena: 8/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , .